Kuchnia kaflowa

Permakultura to sposób życia, a więc też mieszkania i gotowania. Dlatego koniecznie muszę napisać o najważniejszym dla mnie sprzęcie w domu, o kuchni kaflowej. Tutaj w pełnej okazałości:
kuchnia1

Dom został przejęty jako częściowo wykończony i pewnych założeń już nie zmieniałam. Natomiast nie miałam wątpliwości co do jednego: kuchnia kaflowa musi być. Trochę taka jak u babci,  ale biała – jednocześnie minimalistyczna i staromodna.

Można dorabiać jakąś ideologię, że ogrzewa okoliczne pomieszczenia i wodę. Ale tak naprawdę nie jest najbardziej funkcjonalną formą ogrzewania na świecie. Ciepła na bieżąco daje chyba mniej niż kominek koza, a równomierne palenie pod kuchnią (jak powie każdy mieszkaniec wsi) to orka wymagająca znacznego zaangażowania i wprawy. Chodziło mi o coś innego – kuchnia kaflowa to serce domu. Dosłownie i w przenośni.

Jest usytuowana w centrum domu między kuchnią, a salonem, ogrzewa komin idący między dwoma sypialniami. Jest pierwszą rzeczą, którą się widzi przy wejściu i wielu gości zwiesza się i patrzy na nią dobrą chwilę zanim pójdzie dalej.

Nie da się jej kupić w markecie. Zaczyna się od znalezienia zduna z doświadczeniem, uzgadnia co i jak. Można powiedzieć, że zaczyna się od inspiracji, a potem się tylko modli, żeby się udało. Co więcej, trzeba odrzucić potrzebę kontroli nad procesem budowy, uwierzyć i po prostu być.

Każdy element procesu, to już rodzinna legenda: glina przywieziona z okolicy i mieszana ręcznie (!) przez mojego bohaterskiego kuzyna Krzysztofa; kafle kupione jak się okazało w firmie brata przyjaciółki mojej mamy; płyta i drzwiczki skompletowane i przygotowane przez współpracującego ślusarza. Tutaj efekt tej pracy z bliska:

kuchnia2

Osobiście najdłużej będę wspominać moment, kiedy już wszystko było zamówione, a zdun, Pan Jan, zawahał się i stwierdził, że on chyba zrezygnuje z tego zlecenia. Pamiętam, że nawet się nie zdenerwowałam, tylko rozwinęłam telefonicznie wizję jak wszystko będzie fajnie i super. Byłam tak przekonana do tego pomysłu, że nie było opcji, że może się nie udać.

Kuchnia powstała w ciągu tygodnia. Pan Jan, bez przygotowania żadnego skomplikowanego planu w żadnej aplikacji przekazał mi precyzyjnie ile sztuk mam kupić jakich materiałów i w efekcie np. kafle były wyliczone prawie co do jednego. Imponujące. Tym niemniej praca wymagała takiej precyzji, że nie wolno nam było ingerować i hałasować przez tydzień. Teraz już rozumiem dlaczego: jest to precyzyjny mechanizm, w którym powietrze przechodzi kanałami ogrzewając równomiernie szamoty i płytę, zawsze znajdując bezbłędnie komin. Kuchnia, w której ten mechanizm nie jest doskonały byłaby wyłącznie uciążliwa, a tak ma w sobie elegancję i piękno. I ten niepowtarzalny dźwięk jak chwyci ciąg.

A jeżeli chodzi o funkcjonalność: nic nie smakuje tak, jak zupa długo gotowana na płycie kuchni kaflowej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s