Probiotyki na wszystko

W czasach kiedy probiotyk i suplement kojarzy się ze sterylnymi pastylkami i z tym, że ktoś wie coś lepiej od nas i jeszcze zamęczy nas w tej sprawie reklamami, warto wiedzieć, że dostęp do probiotyków jest tani i powszechny, a ich wykorzystanie znacznie szersze niż medycyna. Po pierwsze zaczynamy od siebie, a potem tą magiczną wiedzę rozciągamy na zwierzęta i rośliny.

Jablka2

Probiotyki, czyli konglomeraty bakterii poprawiające pracę organizmu i wzmacniające odporność na choroby znajdują się przede wszystkim w kiszonkach i innych potrawach podlegających procesowi fermentacji. Można je jeść codziennie i w dowolnych ilościach nie szkodząc sobie ani środowisku. A ich smakowitość i zdrowotność potwierdza nasza wielowiekowa tradycja kulinarna. Główne zalety pokarmów zawierających probiotyki to:
– wspieranie walki organizmu ze stanami zapalnymi
– dostarczanie witamin, absorbowanie minerałów, eliminowanie toksyn
– przeciwdziałanie alergiom, wahaniom hormonalnym i wielu innym schorzeniom cywilizacyjnym
– bardzo niska kaloryczność

Moje ulubione probiotyki to: zakwas buraczany i sałatka z kapusty kiszonej (z koperkiem, świeżym olejem lnianym i czosnkiem). Ale ostatnio dzięki wyjątkowo apetycznemu i pisanemu z pasją blogowi Octy Lileusza odkryłam też octy owocowo-ziołowe. Różnorodność smaków i elementów, które można tu samemu komponować jest zachwycająca. Moje pierwsze podejście, to ocet jabłkowy z dodatkiem kawałków cytryny, imbiru, kopru włoskiego i lawendy.

Raz nabytą wiedzę o probiotykach można (i należy) przełożyć na braci mniejszych i środowisko, w którym żyjemy. Po pierwsze niezbyt godny pozazdroszczenia los psa karmionego ‚profesjonalną’ suchą karmą: warto otworzyć oczy i wykazać trochę litości dla najwierniejszego przyjaciela. Dieta BARF, czyli surowe mięso, warzywa i dodatki/probiotyki, to próba naśladowania naturalnego sposobu odżywiania psich przodków. Bardzo ważnym elementem tej diety są mielone żołądki wołowe/baranie z treścią, które są właśnie kiszonką jedzoną przez mięsożerców w warunkach naturalnych. Mój po-schroniskowy pies Szaruś, mający nieustające silne problemy z trawieniem (prawdopodobnie po epizodzie głodu) jak pierwszy raz dostał tą kiszonkę po miesiącach mordowania się z polecaną suchą karmą, to wyszedł z siebie z radości. Później wiele razy dostawał kiszonkę jako dodatek i to zawsze była nirwana, a żołądek nareszcie był szczęśliwszy.

Po drugie rośliny: zasada jest identyczna – nie jest najważniejsze jakie chemikalia dodać, aby wymusić wzrost, albo zabić atakujące robale i drobnoustroje. Ważne jak wzmocnić rośliny, żeby rosły zdrowo w optymalnym dla siebie tempie. Metod leczniczo-probiotykowych jest w ogrodnictwie wiele, a wypróbowane dotychczas przeze mnie, to:
– zawzięte podsypywanie kompostem warzyw, kwiatów i drzewek owocowych,
– podlewanie naturalnymi roztworami i kiszonkami np. z pokrzywy, czosnku, krwawnika,
– spryskiwanie z rozpylacza tymi samymi roztworami z dodatkiem mydła potasowego, które lepiej utrzymuje się na liściach i przedłuża działanie oprysku,
– stosowanie szczepionek mikoryzowych – to akurat grzyby, a nie bakterie, ale zasada działania pokrewna: grzyby mikoryzowe obrastając korzenie roślin wspomagają przyswajanie z gleby składników odżywczych, ale też zwiększają powierzchnię pobierania wody z ziemi.

A oto bohaterski zjadacz kiszonek – Szaruś:

Szarus 06 2015 3

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s