Archiwa miesięczne: Maj 2017

Nie ma maja bez mniszka

Już drugi rok z rzędu przygotowuję syrop/miód z mniszka. Właściwie jest to lekarstwo i autorzy przepisów ostrzegają, żeby jeść nie więcej, niż łyżkę dziennie, ale smaczne toto jest tak, że naprawdę ciężko się ograniczać. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do różnic między mleczem, a mniszkiem, to istnieje tona wyjaśnień w tym temacie na Googlu. Myślę, że w celu majowego zbierania można założyć, że to żółte, które masowo rośnie na łąkach – to przepisowy mniszek.

Sam przepis jest prosty do bólu, i lepiej z nim w ogóle nie kombinować, bo smak ma nie do przebicia. A więc nie należy zwlekać (sezon szybko się skończy), tylko iść w pole przy słonecznej pogodzie tam, gdzie najbardziej żółto i zbierać. Osobiście w tym roku poszłam na szaber na pole sąsiada, bo nie mogłam się doczekać aż bestie zakwitną u mnie w podwórku.

Przepis co roku biorę z bloga Matka tylko jedna, który powołuje się na jeszcze inny przepis, ale w zasadzie przepisy na internecie są porównywalne. Ten konkretny ma tę zaletę, że kilogramy mniszka od razu przełożone są na liczbę kwiatów, co zasadniczo ułatwia życie i ma dodatkowy element magiczny – osoba zbierająca mniszka na łące wygląda jakby non stop wypowiadała zaklęcia w formie kolejnych dziesiątek, setek, uff to już 500, uff to już 600 itd.

Przepis podstawowy: Czytaj dalej

Reklamy

PermaWiosna

Realizuję się rolniczo tylko w weekendy i wakacje ze względu na etatową pracę w mieście. Na czas skumulowanych prac wiosennych (przygotowanie grządek, siew, sadzenie i inne szaleństwa) udało mi się wygospodarować tydzień na początku maja. Nie było to dużo, więc organizacyjnie i wysiłkowo trochę mnie to przerosło – a tyle się wcześniej nazachwycałam jak to kobiety mogą i powinny odnajdywać równowagę i spokój w pracy w ogrodzie ;).

Powiedzmy sobie jasno: wiosenna kumulacja należy do prac ciężkich. Widzę już w praktyce jak ważna jest umiejętność projektowania ogrodu, planowania pracy i organizacja współpracującej grupy. Niby oczywiste, a jednak nie takie proste. Najtrudniejsze okazało się dla  mnie adaptowanie planu do zmieniających się okoliczności i umiejętność rezygnacji z mniej istotnych fragmentów, kiedy brakuje sił.

Cieszę się ze wszystkiego, co udało się osiągnąć w tak krótkim czasie i liczę po cichu na korzyści z permakultury w przyszłości (tzn. coraz mniej prac cieżkich, a coraz więcej zdrowych i wartościowych warzyw, owoców i ziół).

Wielka wdzięczność dla rodziny z Radomia bez której całe to szaleństwo nie miałoby szans realizacji. Dzięki stokrotne za ciężką pracę, a szczególnie tym najmłodszym, którzy dzielnie uczestniczyli w ładowaniu i pchaniu pod górę każdych kolejnych taczek, jestem pod wrażeniem!

Podsumowanie prac na wieczną internetu pamiątkę:

IMG_3108

Czytaj dalej