Jesień

Jesień przypomina rolnikom i rolniczkom o najważniejszym: ‚uprawiamy glebę, nie rośliny’. W naszym niezbyt ciepłym klimacie to właśnie jesienią troska o ziemię (albo jej brak) przejawia się najwyraźniej. Tak jak ciepłe futerko i zapasy na zimę szykują nasi bracia futerkowi, tak gleba w naturalny sposób zostaje przysypana liśćmi, igłami, gałązkami, zarośnięta mchem, a na koniec pokryta śniegiem. Wtedy już spokojnie wpada w introwertyczny etap snu zimowego i regeneracji, jako i my (jeżeli tylko damy sobie szansę) chętnie wpadamy o tej porze roku w fazę zakopania się wieczorami w domu, czytania, robienia na drutach, czy co tam kto dziwnego lubi robić.

Pierwsza z zasad permakultury, czyli ‚troska o ziemię’ na jesieni przejawia się właśnie naśladowaniem tego naturalnego procesu przez okrywanie ziemi i roślin przed zimą, wzbogacanie gleby próchnicą, powstrzymanie się od przekopywania (no-till farming). Według jednego z artykułów Permaculture Research Institute opisującego sposób tworzenia ogrodu bez orki: zasilenie gleby w ogrodzie warstwą 2-5 cm kompostu daje półroczną inwestycję w ochronę gleby.

img_5083

Koncepcję zimowego odpoczynku wspiera też nasza tradycja (chrześcijańska i pogańska) wg. której późną jesienią powinien nastąpić koniec wszelkich prac naruszających glebę. Za ten moment przejścia między latem a zimą nasi przodkowie uznawali 11 listopada („od świętego Marcina zima się zaczyna”). Zgodnie z tradycją, po tym dniu ziemia zapada w sen i powinna odpoczywać do wiosny.

Moje wysiłki związane z troską o glebę wydają się przynosić coraz lepsze efekty z roku na rok, więc na koniec jesieni ze swoistą przyjemnością przedzierałam się przez ogrodowe błotko i okrywałam co tam jeszcze było do okrycia.

A oto podsumowanie prac okrywowych wykonanych w tym roku samodzielnie lub z przyjaciółmi i rodziną:

  1. Przede wszystkim bieżące mulczowanie trawy, czyli zostawianie zmielonej trawy bezpośrednio na trawniku po skoszeniu. Zmniejsza to zasadniczo ilość kompostu na kompostowniku, ale za to trawa ma bogatszą ściółkę przed zimą.
  2. Przygotowanie do zimy grządek podniesionych i rabatek kwiatowych: ścięłam i ułożyłam na grządkach wszystkie rosnące w danym miejscu rośliny nieprzeznaczone do obżarstwa (łubin, facelia, pędy dyni, cukini, nasturcji, nagietków, aksamitek itp); dodatkowo przykryłam kompostem, sianem lub zrębkami olchowymi zależnie od miejsca.
  3. Przygotowanie nowego 40-sto metrowego poletka pośrodku sadu do uprawy ziół w przyszłym roku: tektura, siano i zrębki olchowe. Liczę na kilkumiesięczną pracę glebotwórczą pod tą okrywą. Mam nadzieję, że ryjki mniejsze jak krety i nornice nie rozkopią dzieła naszej rodzinnej ekipy przed wiosną. Wolałabym też uniknąć kontaktu poletka z odradzającą się właśnie populacją miejscowych dzików (wnoszę, że kukurydza obrodziła, chłopaki), więc zorganizowaliśmy prowizoryczną bramę w żywopłocie od strony lasu.
  4. Ściółkowanie dwustu metrów żywopłotu: pierwszy raz w tym roku ścięte gałązki zostały zostawione bezpośrednio pod żywopłotem. Przyczynią się do wzmocnienia ligustra, a w razie potrzeby będzie można z nich skorzystać do ściółkowania okolicznych drzewek.
  5. Osobne okrywanie pni wrażliwszych drzew owocowych i krzewów ozdobnych: róże lubią słomę, obornik i białą agrowłókninę, rododendrony i wrzosy najlepiej czują się pod ściółką iglastą, drzewka owocowe jako wyjątkowo smakowite dla saren dostały osłonę z plastiku.
  6. Zabezpieczenie nowych sadzonek (2 czereśnie + 8 grabów): kompost i okrywa z usychających (niestety) gałęzi okolicznych jałowców. Mam nadzieję, że graby sprawdzą się lepiej niż iglaki w zacienionych i piaszczystych fragmentach działki przy płocie.
  7. Uparte wyrównywanie i okrywanie podjazdu, który został całkowicie rozkopany w trakcie betonowania nowej bramy. Byłoby tam w tej chwili luźne błoto gdyby nie moja nieustająca praca: obsiewanie trawą i żytem ozimym, rozsypywanie gałęzi, zrębek sosnowych i trocin. Praca trochę syzyfowa, ale mam nadzieję, że na wiosnę przyniesie efekty i nowa trawa rozwiąże ten dramacik. Oby tylko żaden samochód się tam nie zakopał w czasie zimy.
  8. Przykrycie jarzącymi na niebiesko plandekami nadmiaru nowego drewna na opał i drewnianych mebli ogrodowych, no i zabezpieczenie sprzętów i narzędzi – niby oczywiste, ale ciągle mi umyka, bo co wyczyszczę jakąś motykę, to jeszcze okazuje się przydatna.
  9. Zabezpieczenie w suchych i ciemnych pojemnikach nasion i cebulek do sadzenia na wiosnę.

img_5126

Okrywanie przed zimą i w ogóle uprawa bezorkowa robi na razie (przynajmniej u mnie) wrażenie delikatnego bałaganu, więc stale zmagam się z zagrożeniem, że ktoś coś w dobrej wierze posprząta. Na przykład ścięte wiosną gałęzie malin zostawiłam na miejscu, bo wyczytałam, że maliny lubią ściółkowanie. Nie minęło parę godzin, a moja mama je elegancko posprzątała i wyniosła kawał drogi na kompost. Od tej pory staram się nieustająco powtarzać których gałęzi absolutnie skąd nie wolno wynosić, co tylko odrobinę irytuje osoby skażone dobrymi intencjami. Szczerze mówiąc sama mam jakąś zauczoną wizję elegancko przyciętego, równego ogrodu i nieustannie muszę sobie przypominać, że w permakulturze lekki chaos jest ok. Powoli uczę się jak dokonywać delikatnych korekt (np. sadząc w odpowiedniej kolejności rośliny o różnych wysokościach), aby zasady permakultury działały, a ogród nie zawsze wyglądał na radośnie kwitnące hałdy kompostu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s