Permażniwa 2018

To już październik ? Dożynki już w odległej przeszłości, a ja tu jeszcze ciągle myślami przy żniwach. Trudno, czas leci, a żniwa od strony gospodarki permakulturowej podsumować trzeba, chociażby po to, żeby porównać kiedyś ze sobą kolejne lata upraw.

img_7554

Zaczęłam w zeszłym roku od wpisu PermaŻniwa, tegoroczne spostrzeżenia przedstawiam poniżej. Na początek skrót najważniejszych obserwacji:

  • Jednym z głównych celów praktycznych wprowadzenia ściółkowania było dla mnie ograniczenie regularnego podlewania. Z tej perspektywy mogę powiedzieć że susza w tym roku może trochę była, ale roślinom uprawianym w ściółce właściwie nie dała się we znaki.
  • Plony wyszły bogate w porównaniu do zeszłego roku. Byłoby miło, gdyby panował w nich większy porządek i przewidywalność, no ale najwyraźniej wiele się jeszcze w tej dziedzinie muszę nauczyć.
  • Zdecydowanie zaskoczyły mnie różne gwałtowne plagi szkodników, których tu wcześniej nie było – przede wszystkim stonka i żarłoczne ślimaki. Albo przyciąga je niezbilansowana jeszcze uprawa ściółkowa bez chemii, albo ‚taki rok’. Duże pole do nauki ekologicznych metod ochrony roślin.

Tyle w telegraficznym skrócie. A teraz dłuższa wersja dla zainteresowanych (i dla mnie na pamiątkę).

Susza i gospodarowanie wodą

Ze względu na stale zwiększający się areał nie do końca panuję (chociaż bym chciała) nad losem pojedynczych roślinek. Podlewanie deszczówką było z konieczności trochę bardziej losowe niż w zeszłym roku: czasem kilka razy w tygodniu, czasem raz na dwa tygodnie, bez szczególnej konsekwencji. Staraliśmy się przynajmniej nie zapominać o podlewaniu sadzonek, ale w sumie też nie miały lekko. I mogę potwierdzić, że rośliny grubo ściółkowane są zdecydowanie bardziej odporne na suszę, poradziły sobie w takich warunkach bez problemu. Pojedyncze krzewy owocowe i zadarnione brzegi trawnika nie są jeszcze grubo ściółkowane, stąd widzę jaka jest różnica: w trakcie bardziej suchych tygodni, liście miały ewidentnie bardziej zwinięte a nawet pożółkłe.

Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że nie wszystkie uprawy są odporne na brak regularnego podlewania nawet w ściółce. Na przykład o pomidorach w takich warunkach można zapomnieć (podarowane pomidorki walczyły dzielnie i owocowały, ale to mikrusy były). A więc nie tylko ściółka jest ważna, ale i zestaw uprawianych roślin. Dlatego ja sadziłam przede wszystkim warzywa, kwiaty i zioła co do zasady znoszące gorsze warunki. Rośliny ‚szklarniowe’ starałam się omijać.

Zbiory

Zaowocowały niesamowicie wszystkie drzewka owocowe, owoców było pełno i były wyjątkowo smaczne – taki rok. Przetwory można by było robić w trybie ciągłym gdyby ktoś miał czas i ochotę. Krzaki i gałęzie drzew były przygięte owocami do ziemi.

Warzywa wyrosły duże i zdrowe, ale zdecydowanie nie wszystkie. Część (jak na przykład koperek, buraczki, brokuły) odmówiły współpracy. Dobrze natomiast rosły warzywa i zioła odporniejsze na trudne warunki (ziemniaki, dynie, cukinie, topinambur, wrotycz, piołun, żywokost, ostropest). Subiektywny przegląd tegorocznych upraw na zdjęciach:

 

 

Zastanawiam się nad szerszym testowaniem w przyszłym roku roślin, które wytrzymują warunki skrajne (na przykład rzepa i topinambur). Uważam, że to ważne na przyszłość przy coraz bardziej nieprzewidywalnej pogodzie. W przypadku Kompostelli, susze i okresowe zaleganie wody nie są jedyną uciążliwością. Mianowicie już kolejny rok doświadczam bardzo krótkiego sezonu wegetacyjnego. Wczesnym latem widzę na zdjęciach innych internetowych ogrodników jak im rośnie i owocuje wszystko jak szalone. U mnie ten sam etap owocowania pojawia się gdzieś miesiąc później. Może to bliskość lasu i pól, przez które przetaczają się wichury? Może taki mikroklimat? Nie wiem, nawet rodzina mieszkająca bliżej centrum Łopuszna mówi, że warzywa dojrzewają u nich szybciej niż u mnie.

Co więcej, w tym roku pierwszy przymrozek pojawił się już pod koniec września i był na tyle dotkliwy, że skosił wszystkie dynie i cukinie, które mogłyby dojrzewać jeszcze z miesiąc. Piękną dynię piżmową zostawiłam sobie, żeby dojrzała ładnie na nasiona, a tu wszystkie jej liście uschły w ciągu jednej nocy. Musiało ostro przymrozić. Wnioski: wybrać do uprawy przystosowany do warunków zestaw roślin i starać się jak najwcześniej przygotowywać silne sadzonki na wiosnę.

Porządek i nieporządek

Grządki ściółkowe przyjemnie zaskoczyły małą ilością chwastów. Natomiast jeżeli chodzi o równo rosnące, eleganckie rządki, to można zapomnieć. Miałam jakąś piękną artystyczną wizję sadzenia w rządkach i grupach, a tu rośnie to co chce i jak chce. To znaczy ja wiem, że permakultura i równe rządki niekoniecznie idą w parze, ale u mnie samowolka występuje w formie zmasowanej. A żeby były jakiekolwiek  przewidywalne plony, minimum porządku przecież musi być!

Sianopas: na wiosnę zasadziłam tu ziemniaki i naokoło nich wiele różnych nasion. Okazało się, że ziemniaki zaczęły od razu szaleńczo rosnąć pod sianem i totalnie zagłuszyły wszystko inne. W tej sytuacji poddałam się bez walki i dosadziłam więcej ziemniaków. Dopiero po jakimś czasie, jak już właściwie zwątpiłam, że coś jeszcze zakiełkuje, pojawiły się słoneczniki, nasturcje i pożyteczne chwasty typu babki lancetowatej, a dopiero gdzieś po miesiącu zaczęły nieśmiało pokazywać się pojedyncze egzemplarze prosa, ostropestu i gorczycy. Prawdą jest, że jeżeli już któreś wywalczyło z ziemniakami trochę światła, to rosło już potężnie, jak dwumetrowy ostropest z jednego ze zdjęć powyżej.

Grządki ‚back-to-eden’: sadziłam i siałam różne kompozycje warzyw i ziół. Ale okazało się, że połowa warzyw nie zakiełkowała, albo wyszła pokurczowata (na przykład szpinak i kalarepa). Z kolei dynie, które w zeszłym roku rosły świetnie, tym razem zaczęły owocować bardzo późno. W efekcie skupiłam się na tym, co dobrze rosło i dosiewałam dodatkowe egzemplarze. Na przykład: bób, fasolka i groszek obrodził wyłącznie na grządce Kompostella 1. Natomiast grządka Kompostella 2 okazała się idealna dla topinamburu, rzepy i różnych inwazyjnych ziół, jak piołun, wrotycz i jasnota.

Walka ze szkodnikami – może trochę walkower

W tym roku ilość szkodników zdecydowanie mnie przytłoczyła. Zdaję sobie sprawę, że na wszystko jest jakieś remedium (kaczki lubiące ślimaki, czy też bażanty lubiące stonkę ziemniaczaną). Pomaga też sadzenie roślin w grupach, które się wzajemnie wspomagają. Ale w mojej mało jeszcze zaawansowanej uprawie pojawienie się tylu plag na raz było nie lada wyzwaniem. Gdybym chciała polegać np. na 3-4 wybranych uprawach, musiałabym się znacząco bardziej przyłożyć do działań ochronnych.

Poza mszycami i nornicami, które operują w okolicy od dawna, pojawiły się dwa rodzaje stonki (ziemniaczana i atakująca lilie), ślimaki w skorupkach i bez skorupek, a pod koniec lata jakieś porażenie liści gruszy i biała pleśń na liściach dyni i cukini. Próbowałam spryskiwać warzywa i drzewka owocowe ochronnie EMami, i kiszonkami roślinnymi zależnie od pory roku (pokrzywa, krwawnik). Może trochę to pomogło, chociaż ze względu na podróże stosowałam opryski z niewielką konsekwencją. Natomiast część upraw po prostu dojrzała zanim szkodniki zaatakowały na dobre.

Stonka pojawiła się dość późno, pod koniec lipca. Uznaliśmy, że jest sens zbierać ją przez jakiś czas ręcznie (duża przyjemność). I w sumie poszło nieźle, ziemniaki wyrosły wielkie i zdrowe, chociaż stonka nie została całkowicie pokonana. Pozostaje w przyszłym roku zastosować więcej oprysków (np. z mleka), a może też przejściowo ograniczyć uprawę ziemniaków.

Ślimaki z kolei wychodziły na żer w nocy, więc możliwości ich zbierania były ograniczone. Jadły wszystko jak leci, warzywa, kwiaty, chwasty, nawet młode liście grabów. Na szczęście część upraw, które zaplanowałam w większej ilości (np. bób, cukinia, dynia) nie leżały w ich zainteresowaniach. A może pomogły jednak trochę ekologiczne opryski.

 

img_7708

Podsumowując, warto sobie uświadomić, że uprawa ekologiczna ma z jednej strony zalety w postaci bardziej wartościowych i pożywnych produktów. Ale z drugiej strony dużo czasu i wysiłku trzeba zainwestować w zrozumienie współzależności pomiędzy różnymi zjawiskami. Warto nauczyć się reagować na zmiany w środowisku długofalowo, i nie wchodzić w walkę wręcz z przyrodą. W końcu głównym celem permakultury nie jest walka, tylko współtworzenie środowiska naturalnego i przy okazji korzystanie z jego plonów.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s