Archiwa miesięczne: Sierpień 2019

Cześć pomidorkom

Jakoś zawsze myślałam, że pomidorki to nie ja, że nie umiałabym ich uprawiać, przecież wymagają dużo ciepła, wody i opieki, a najlepiej szklarni. Bardziej wierzyłam w swoje umiejętności w dziedzinie warzyw korzeniowych, dyni, cukini i ziół. A tu pewnego razu w zeszłym roku moja przyjaciółka przywiozła dwie sadzonki pomidorków koktajlowych. Pomyślałam sobie: jak też te biedaki przeżyją na moich puszczonych samopas grządkach ściółkowanych i mało co podlewanych? No ale zasadziłam. Było różnie, nie wyrosły jakoś szaleńczo, w sumie wcale nie wyrosły, ale walczyły dzielnie i dały po jednym zupełnie wymiarowym pomidorku koktajlowym.

To trochę potwierdziło moje obawy, że pomidorki to nie ja, ale jakaś tam iskierka błysła. Później w sierpniu dostałam od przyjaciela nadmiarową sadzonkę pomidora szklarniowego. Kulturalnie posadziłam na grządce pokrytej sianem z nieużytków, żeby się nie zmarnowała. I tu już nastąpiło coś więcej niż iskierka: pomidor wyrósł w ciągu miesiąca na półtora metra. Owoców dać nie zdążył, skosił go całkowicie pierwszy przymrozek, ale wtedy obudził się we mnie ogrodniczy tygrys: to na moim sianie rosną takie wielkie krzaki pomidorów? No to trzeba przetestować jak mi pójdzie uprawa na całej tej 20 metrowej grządce, a raczej na pasie siana rozwiniętego z balotów.

Kupiłam w Pomidorlandii ‚Zestaw pomidory gruntowe’, czyli nasiona 10 gatunków najodporniejszych na trudne warunki. Wiosną rosły najpierw w domu, potem była faza uprawy balkonowej, żeby miały jak najwięcej światła, a na koniec poszły w ślady zeszłorocznego pomidora solitera, zasadziliśmy je w dwóch rzędach na grządce siano-pas. Rośliny zupełnie dobrze zniosły suche lato i niewielkie możliwości podlewania (grządka jest daleko od zbiorników z deszczówką). Rosły wysoko oplatając się naokoło strzelistego topinamburu. Mam tylko podejrzenia, że owoce powinny być znacznie większe. Może zaszkodził brak wody, może brak czasu na sensowne przycinanie gałęzi dziczków i podwiązywanie sznurkami. Natomiast owoce są zdrowe, piękne i pyszne!

Ponieważ z góry wiedziałam, że nie będzie wystarczająco dużo czasu, żeby dbać o ten sektor uprawy, starałam się zestawić rosnące na nim rośliny w sposób wzajemnie wspierający się. Metoda się sprawdziła, rośliny, na których mi zależało rosną dobrze, nie widać szkodników ani chorób grzybowych. Zasadziliśmy w kolejności od strony słonecznej: rząd truskawek i czosnku, rząd ogórecznika, dwa rzędy pomidorów, rząd topinamburu i słonecznika. Słonecznik wyrósł jeden, no cóż. Ale za to topinambur zaszalał na ponad dwa metry każdy i stanowił świetne wsparcie dla pomidorów. Pomiędzy rzędami zasiałam trochę nawozu zielonego (gorczyca, proso i łubin). Jeżeli pojawiły się chwasty ochronne (np. krwawnik, ostropest) nie usuwałam chyba, że cień zbytnio padał na pomidory.

Czytaj dalej