Archiwum kategorii: Dom

Octy ziołowe na wiosnę

Zioła są doskonałym uzupełnieniem leczenia konwencjonalnego, ale przede wszystkim pełnią niebagatelną rolę w utrzymaniu zdrowia, w podnoszeniu odporności na co dzień. Dlatego warto inwestować w podstawową wiedzę o przetwarzaniu i stosowaniu w gospodarstwie ziół, i innych użytecznych roślin rosnących niepozornie obok nas. Świeża i zdrowa żywność, i naturalne suplementy (nalewki, octy, kiszonki, herbatki ziołowe) powinny być artykułem pierwszej potrzeby w naszym coraz mniej naturalnym środowisku. Nie zastąpi ich anonimowy fabryczny suplement będący często tworem fantazji marketingowców. Dlatego uparcie wracam do opisywania na blogu przygotowywanych przeze mnie przetworów zielarskich, a w szczególności do octów, które dla mnie okazały się prawdziwym odkryciem suplementowym.

Opisywałam już zastosowanie probiotyków domowych ogólnie, starałam się też skompilować w jednym poście podstawowe przepisy na octy domowe które stosuję u siebie. Tym razem chciałam napisać więcej o tworzeniu octów ziołowych zgodnie z porami roku na przykładzie przetworów, które przygotowuję od lutego. A więc będzie o octach wiosennych.

Ale najpierw trochę o kontekście leczenia i wzmacniania odporności na wiosnę. Wydaje mi się, że do zrozumienia tego kontekstu bardzo przydatny jest system tradycyjnej medycyny chińskiej (TCM). Staram się do niego stosować już od wielu lat, ponieważ pomaga znaleźć przyczyny dolegliwości i im przeciwdziałać lub je leczyć. Dzięki takiemu podejściu można przywracać harmonię organizmu i wzmacniać odporność, a nie niwelować efekty chorób na znacznym etapie zaawansowania. Metody TCM uważam za skuteczne, przyjazne dla organizmu i w wielu aspektach spójne z naszą europejską wiedzą zielarską, a wręcz wzbogacające jej możliwości.

Czytaj dalej
Reklamy

Woda to podstawa, czyli oczyszczalnia bio

„A jak u ciebie z wodą? Woda to podstawa! Bez niej nie ma zdrowego ekologicznego przetwórstwa” powiedział ostatnio jeden mój kolega, któremu roztaczałam wizje różnych super przetworów i octów z własnych upraw. Coś w tym jest, traktujemy wodę, jak coś co było jest i będzie, a tak naprawdę w dzisiejszych czasach woda to dobro coraz bardziej luksusowe – i jako takie powinna być traktowana. Jednym z głównych celów stosowania technik permakulturowych jest właśnie optymalne wykorzystanie w gospodarstwie wody – począwszy od grubego ściółkowania gleby i zbierania deszczówki, a skończywszy na zaawansowanych systemach oczyszczania ścieków, a nawet toaletach kompostowych.

I w ten nurt przyjaznego traktowania wody wpisuje się przemiana, która właśnie dokonała się w Kompostelli, a mianowicie: instalacja przydomowej oczyszczalni ścieków, a przy okazji przerobienie starego szamba na znaczącej wielkości zbiornik deszczówki. Obie inwestycje długo oczekiwane, a dające skokową zmianę w naszym życiu codziennym.

img_7510

Na terenie gospodarstwa zainstalowana została  mechaniczno-biologiczna oczyszczalnia firmy Delfin z rozprowadzaniem uzdatnionej wody do gruntu poprzez studnię chłonną – zaawansowane technologicznie, a ukryte pod ziemią cudo. A wszystko dzięki ambitnemu projektowi Gminy Łopuszno, czyli zrealizowanemu w oparciu finansowanie z Unii Europejskiej programowi wymiany starych szamb na eko-oczyszczalnie w okolicznych wsiach i przysiółkach, w których doprowadzenie kanalizacji okazało się nierealne. Trochę stresu było, bo długo trwało oczekiwanie i procedury przygotowawcze, a potem nagle w ciągu dwóch dni cały teren został wywrócony do góry nogami (działka jest podłużna i instalacja zajęła znaczącą jej część), ale efekt był wart tych turbulencji.

Ścieki są oczyszczane w trójkomorowym (uwaga) reaktorze biologicznym z funkcją napowietrzania. Jego rolą jest w zasadzie zapewnienie godnego życia bakteriom pracującym nad niwelowaniem ścieków. System pracy tego nieustannie aktywnego złoża biologicznego pozwala na osiągnięcie na tyle wysokiego stopnia czystości pozostałej wody, że może być ona odprowadzana bezpośrednio do studni chłonnej z drenażem. Żwirowy drenaż jest dość głęboki, więc wolno rozprowadzana przez niego woda powinna ulegać dodatkowemu oczyszczaniu w gruncie.  Czytaj dalej

Czas na octy lecznicze

Przednówek. Można go przeczekać martwiąc się, że za rogiem czeka ostatni zimowy wirus lub bakteria, albo zadbać o odporność aplikując sobie szczepionkę naturalną, czyli coś z przetworów fermentowanych takich jak kiszonki, nalewki, czy też octy naturalne. Fermentacja znana w medycynie i kuchni od wieków sprawia, że warzywa, owoce lub zioła zostają zakonserwowane tak, że ich odżywcza i lecznicza moc nie słabnie z czasem.

I tu gładko przechodzimy do pasji mojej codziennej już od roku, czyli do tworzenia octów kulinarnych i leczniczych. Główna inspiracja to Octy Lileusza, o których pisałam już we wpisie o naturalnych probiotykach. Po roku mogę potwierdzić, że moc działania octów leczniczych, które przygotowuję na bazie przepisów Lilii jak najbardziej sprawdza się w praktyce. Warsztaty prowadzone tej zimy przez Octy Lileusza tylko wzmocniły moją motywację.  Przynajmniej w przypadku moim i mojej rodziny wpływ octów domowych na odporność jest zauważalny, a dodatkowo ten smak…

img_5334

Dla porządku trochę informacji ogólnych. Ocet jako probiotyk działa ‚na wszystko’, to znaczy wzmacnia odporność przeciwdziałając przez to chorobom. Zawiera tonę witamin i mikroelementów jak np. potas i sód, magnez, fluor, chlor, żelazo, miedź, fosfor, krzem, witaminę A, witaminy z grupy B, C, E, P i beta-karoten. Jego rolą jest przede wszystkim odbudowa flory bakteryjnej, co wpływa korzystnie na układ trawienny. Ma działanie przeciwzapalne i przeciwgrzybicze. Poprawia stan naczyń krwionośnych, obniża poziom glukozy we krwi. Można by długo wymieniać, ale mówiąc w skrócie: to naprawdę złoto w płynie jest. Należy pić w lemoniadkach, jeść w sałatkach i używać w masowej ilości innych zastosowań, które ja dopiero powoli ogarniam. Ważne, żeby był to ocet domowy. Ocet spirytusowy, to raczej trucizna dla wątroby. Natomiast ocet ‚domowy’ ze sklepu jest najczęściej pasteryzowany, a więc pozbawiony wszystkiego, co wymieniłam powyżej.

Kompendium informacji o zasadach tworzenia octów podane w bardzo przyjaznej formie można znaleźć na stronie Octy Lileusza. Ja skupię się więc na moich własnych doświadczeniach i przetestowanych przepisach. Co ciekawe, nie trzeba zaczynać od podstaw, czyli od octu jabłkowego – ja zaczęłam od letnich truskawek, wanilii i lawendy. Ale od octu jabłkowego zaczynać warto: jest najbardziej przewidywalny, a stanowi dobrą bazę pod różne dodatki i maceraty. Doświadczenie mówi, że najważniejsze jest aby kierować się tym co samemu najbardziej się lubi i potrzebuje w danym momencie – wtedy wyjdzie najlepiej. Własna produkcja octu wymaga wysiłku i dyscypliny, bo każdy ocet ma inne wymagania i powstaje w innym tempie. Ale wielką nagrodą jest jak z tej kolorowej alchemii wyłoni się jakieś cudo smaku.

Trochę o wypróbowanych przeze mnie przepisach:

Ocet bazowy – kroję jabłka ze skórką, zalewam je wodą z cukrem (4-5 łyżek cukru na litr wody), i słój z taką zalewą odstawiam przykryty ręcznikiem papierowym na blat kuchenny. Mieszam dwa razy dziennie. Czytaj dalej

Ogień, ogniem, w ogniu

Pogoda typu zima-nie-zima sprawia, że właściwie jestem już myślami przy wiośnie. Ale nie mogę sobie odmówić opisania dotychczasowych zimowych doświadczeń z domowym ogniskiem, czyli w moim szczególnym przypadku ogniem palonym pod kuchnią kaflową i w kominku. Rozpalanie ognia w domu to oczywiście dość uciążliwa praca w przesadnym kontakcie z przyrodą (dźwiganie drewna spod wiaty na mrozie lub w deszczu, nieustające sprzątanie podłóg  z pyłu i drewna). Jednak jak już się rozpali i nagrzeje, to odpływają wszystkie życiowe troski. Żywy ogień w domu, to wyjątkowo przyjemne ciepło, hipnotyzujący płomień i delikatny zapach.

Poza tym, drewno nie jest materiałem anonimowym jak ekogroszek/pellet/gaz czy elektryczność, jego cechy łatwo rozróżnić zależnie od gatunku, a historię każdej partii możemy poznać rozmawiając z dostawcą. Oczywiście mowa o dostawcach lokalnych, bo robię wszystko, żeby kupować lokalnie a nie w marketach czy na stacjach benzynowych. Rozpałka powstaje we własnym zakresie dzięki pracom ogrodowym. Zawsze trochę gałęzi zostaje po różnych przecinkach (lub działalności bobrów), a ostatnio po przymusowej akcji podcinania drzew pod kablami elektrycznymi biegnącymi przez okolicę.

IMG_2840

A więc trochę moich doświadczeń z dostawcami, gatunkami i metodami przechowywania drewna.

Dostawcy:

Drewno kominkowe można pozyskiwać lokalnie z tartaków, ale według mnie warto nawiązać współpracę z małymi firmami, które w ramach zleceń od miejscowego nad/leśnictwa prowadzą tak zwany samo-wyrób drewna [dużo ciekawych informacji o drewnie jako materiale i o metodach wyrębu znalazłam na Blogu leśniczego]. Samo-wyrób prowadzą zespoły zbierające drobniejsze fragmenty ściętych drzew nieprzydatnych do masowej produkcji. Często są to rodziny  mieszkające blisko lasu. Oferują dobry materiał po niewygórowanych cenach. Drewno z tartaku jest może grubsze, równiej pocięte i bardziej powtarzalne, ale drewno zróżnicowane ma swój niepowtarzalny urok, a pali się równie dobrze. Dodatkowo, tartaki zazwyczaj przyspieszają suszenie maszynowo (komora z termoobiegiem powietrza). Zdarzyło mi się niby-suszone drewno z tartaku, które nie było dosuszone wystarczająco do celów kominkowych. Drewno suszone naturalnie to jednak inna jakość.

Tak więc polecam.  Stosując ‚drobnicę’ z samo-wyrobu drewna wspieramy miejscowy biznesik, no i mamy bezpośredni kontakt z lokalnym drewnem i z lokalnym lasem.

Składowanie:

Drewno kominkowe musi najpierw wyschnąć z około 50-70% wody w ściętym drzewie, do ok. 15-20% w drewnie sezonowanym. Czas schnięcia jest zróżnicowany dla różnych gatunków. Wydaje się, że dla ‚drobnicy’, którą kupuję, pół roku jest wystarczające – część i tak leży drugie pół roku zanim zostaje spalona pod koniec zimy. Ważne jest składowanie drewna pod dachem, w przewiewnym miejscu. Czytaj dalej

Kompost na TAK

Czym byłby blog Kompostella bez wpisu o podstawach praktycznych kompostowania. Niby dużo jest w internecie i różnych wydawnictwach opisów kompostowania, ale pamiętam, że w początkowej fazie tytłania się w ziemi rolnej miałam duże wątpliwości co i jak. Na pewno wynikało to z nieznajomości natury ogrodnictwa – mieszkaniec bloku zbierający kompost (tak, osoby segregujące śmieci też przykładają się do kompostowania) nie widzi początku i końca procesu uprawy ziemi. Stąd mniejsze zrozumienie znaczenia kompostu jako elementu segregacji odpadów.

Już pierwsze lato w gospodarstwie uświadomiło mi, że kompostu zbiera się na co dzień naprawdę dużo (gł. trawa, gałęzie i odpadki kuchenne) i że przetworzona biomasa powstaje z niego bardzo szybko: już po kilku miesiącach można jej używać do ściółkowania roślin, a po roku to już prawie pełnowartościowa ziemia. A taka ziemia daje potem zdrowe i odporne na szkodniki rośliny uprawne, bez potrzeby wspomagania ich chemią.

A przy okazji,  będąc początkującym rolnikiem zamarzyło mi się zostanie też początkującym infografikiem. Oto i infografika kompostologiczna na TAK, czyli o tym co można i należy zbierać na kompost – mowa o kompoście z wyłączeniem obornika, czyli odchodów zwierząt:

kompost co i jak

I praktyczny komentarz niegraficzny: Czytaj dalej

Probiotyki na wszystko

W czasach kiedy probiotyk i suplement kojarzy się ze sterylnymi pastylkami i z tym, że ktoś wie coś lepiej od nas i jeszcze zamęczy nas w tej sprawie reklamami, warto wiedzieć, że dostęp do probiotyków jest tani i powszechny, a ich wykorzystanie znacznie szersze niż medycyna. Po pierwsze zaczynamy od siebie, a potem tą magiczną wiedzę rozciągamy na zwierzęta i rośliny.

Jablka2

Probiotyki, czyli konglomeraty bakterii poprawiające pracę organizmu i wzmacniające odporność na choroby znajdują się przede wszystkim w kiszonkach i innych potrawach podlegających procesowi fermentacji. Można je jeść codziennie i w dowolnych ilościach nie szkodząc sobie ani środowisku. A ich smakowitość i zdrowotność potwierdza nasza wielowiekowa tradycja kulinarna. Główne zalety pokarmów zawierających probiotyki to:
– wspieranie walki organizmu ze stanami zapalnymi
– dostarczanie witamin, absorbowanie minerałów, eliminowanie toksyn
– przeciwdziałanie alergiom, wahaniom hormonalnym i wielu innym schorzeniom cywilizacyjnym
– bardzo niska kaloryczność

Moje ulubione probiotyki to: zakwas buraczany i sałatka z kapusty kiszonej (z koperkiem, świeżym olejem lnianym i czosnkiem). Ale ostatnio dzięki wyjątkowo apetycznemu i pisanemu z pasją blogowi Octy Lileusza odkryłam też octy owocowo-ziołowe. Różnorodność smaków i elementów, które można tu samemu komponować jest zachwycająca. Moje pierwsze podejście, to ocet jabłkowy z dodatkiem kawałków cytryny, imbiru, kopru włoskiego i lawendy.

Raz nabytą wiedzę o probiotykach można (i należy) przełożyć na braci mniejszych i środowisko, w którym żyjemy. Czytaj dalej

Kuchnia kaflowa

Permakultura to sposób życia, a więc też mieszkania i gotowania. Dlatego koniecznie muszę napisać o najważniejszym dla mnie sprzęcie w domu, o kuchni kaflowej. Tutaj w pełnej okazałości:
kuchnia1

Dom został przejęty jako częściowo wykończony i pewnych założeń już nie zmieniałam. Natomiast nie miałam wątpliwości co do jednego: kuchnia kaflowa musi być. Trochę taka jak u babci,  ale biała – jednocześnie minimalistyczna i staromodna.

Można dorabiać jakąś ideologię, że ogrzewa okoliczne pomieszczenia i wodę. Ale tak naprawdę nie jest najbardziej funkcjonalną formą ogrzewania na świecie. Ciepła na bieżąco daje chyba mniej niż kominek koza, a równomierne palenie pod kuchnią (jak powie każdy mieszkaniec wsi) to orka wymagająca znacznego zaangażowania i wprawy. Chodziło mi o coś innego – kuchnia kaflowa to serce domu. Dosłownie i w przenośni. Czytaj dalej