Archiwa tagu: chwasty

Grządka permakulturowa – jak NIE plewić

Pielenie grządek. Czy jest ktokolwiek kto powie: Tak, kocham być ogrodnikiem / ogrodniczką, mogę sobie nareszcie siąść/stanąć/klęknąć i godzinami plewić grządki! Te wspomnienia z dzieciństwa, kiedy się pomagało na upale pielić przydomowy ogródek lub działkę znajomych – no nie, nigdy więcej. Nie ma tu mowy o medytacyjnych uniesieniach czy też zachwytach nad sprawnie wykonaną pracą. Aspekt towarzyski w niewielkim tylko stopniu rekompensuje tą niekończącą się mękę.

Myślę, że wiele osób planujących grządki permakulturowe po cichu liczy na to, że będzie różnie, ale przynajmniej plewienia będzie mniej. I nie bójmy się tego powiedzieć jasno: coś w tym jest! Nie wiem na ile dotyczy to wszystkich stosowanych metod, ale przy moich młodych jeszcze grządkach jest na razie nadspodziewanie miło. Uprawa pod ściółką powoduje, że rośliny są dość luźno zakorzenione, chwastów nie rośnie dużo, a wyciąganie ich trwa krótko i jest po prostu łatwe.

Osobiście mam tą dodatkową przypadłość ‚babki zielarki’, że chwasty budzą moją naturalną ciekawość, więc części po prostu nie wyrywam. Nie cierpię tylko wszechobecnej trawy turzyco-podobnej z bardzo długimi, opornymi korzeniami. Jeżeli o nią chodzi, to walka jest bezwzględna. Ale na przykład skrzyp traktuję przychylnie. Zakładam, że jeżeli pojawił się na jakiejś grządce, to po to, żeby pomóc roślinom swoim wzmacniającym działaniem. Daję też żyć czerwonej koniczynie, naczytałam się o jej zdrowotnych właściwościach, może z wysoko wybujałych na grządkach okazów zrobię jakieś herbatki na wyrównanie hormonów.

img_6628.jpg

Poniżej trochę moich doświadczeń z pieleniem grządek permakulturowych w podziale na rodzaje ściółki i mikroklimat miejsca, bo są pewne zauważalne różnice. Może komuś wciągającemu się w permakulturę przyda się opis tych doświadczeń na przykład przy wyborze rodzaju ściółki. Czytaj dalej

Reklamy

Trudna sztuka akceptacji

Sztuka akceptacji zmian w ogrodzie i okolicy nie jest moją mocną stroną. Życie korporacyjne nauczyło mnie jak ważna jest wytrwałość i umiejętności organizacyjne, ale akceptacja dla błędów i niedoskonałości ? No jak to, przecież zawsze można więcej, lepiej, szybciej, równiej …

Nic z tego! Ogród jest świetnym nauczycielem spokoju, rozsądku w oczekiwaniach i akceptacji dla zmian, które nie zależą od nas. Coraz częściej widzę, że obserwacja praw przyrody, ich akceptowanie, a wręcz naśladowanie przy uprawie daje znacząco lepsze efekty niż wspomagana chemią walka z nieustającym zagrożeniem.

Czosnek i róże

Staram się więc obserwować naturalny bieg rzeczy, odczytywać znaki i podążać za nimi: Źle rośnie? Wspomagać wzmacniając. Padnie? Wykorzystać na kompost, ale zaakceptować, że to może nie było właściwe miejsce i czas na tą konkretną uprawę. Rośnie jak szalone i bez opamiętania? Znaczy, że ma optymalne warunki rozwoju i daje glebie potrzebne w tym miejscu składniki.

Oczywiście nie chodzi o całkowite puszczenie na żywioł tak, aby chaszcze nas zarosły (wbrew pozorom bez kontroli dzieje się to dość szybko), ale żeby nasze pomysły co do projektu i wyboru roślin nie szły w poprzek naturalnym możliwościom danego miejsca. Oto przykłady moich ogrodniczych działań akceptacyjnych prowadzonych ze zmiennym szczęściem, ale z dużym zaangażowaniem:

Mech, dużo mchu. Zdarzało się już, że mech przejmował większe części trawnika i usuwaliśmy go wertykulatorem tak, aby oddał trochę pola zabiedzonej trawie. Najczęściej pojawiał się w miejscach typu: zbyt mało słońca, zbyt dużo wilgoci, kwaśna ziemia, a przede wszystkim, ziemia nie przykryta przez poddająca się bez walki trawę.

Staramy się więc zmienić warunki, aby ułatwić trawie życie tam gdzie jest potrzebna: zasypywać czasami dolomitem na odkwaszenie, podlewać gnojówką z pokrzyw i wysoko kosić. Wysokie koszenie znacznie poprawia odporność i zwartość trawnika, chociaż ułatwia też życie gościom takim jak koniczyna, krwawnik, mniszek lub szczaw, których przez grzeczność nie nazywam chwastami, bo przydają mi się w kuchni.

Perz na grządkach. Czytaj dalej

Kompost na TAK

Czym byłby blog Kompostella bez wpisu o podstawach praktycznych kompostowania. Niby dużo jest w internecie i różnych wydawnictwach opisów kompostowania, ale pamiętam, że w początkowej fazie tytłania się w ziemi rolnej miałam duże wątpliwości co i jak. Na pewno wynikało to z nieznajomości natury ogrodnictwa – mieszkaniec bloku zbierający kompost (tak, osoby segregujące śmieci też przykładają się do kompostowania) nie widzi początku i końca procesu uprawy ziemi. Stąd mniejsze zrozumienie znaczenia kompostu jako elementu segregacji odpadów.

Już pierwsze lato w gospodarstwie uświadomiło mi, że kompostu zbiera się na co dzień naprawdę dużo (gł. trawa, gałęzie i odpadki kuchenne) i że przetworzona biomasa powstaje z niego bardzo szybko: już po kilku miesiącach można jej używać do ściółkowania roślin, a po roku to już prawie pełnowartościowa ziemia. A taka ziemia daje potem zdrowe i odporne na szkodniki rośliny uprawne, bez potrzeby wspomagania ich chemią.

A przy okazji,  będąc początkującym rolnikiem zamarzyło mi się zostanie też początkującym infografikiem. Oto i infografika kompostologiczna na TAK, czyli o tym co można i należy zbierać na kompost – mowa o kompoście z wyłączeniem obornika, czyli odchodów zwierząt:

kompost co i jak

I praktyczny komentarz niegraficzny: Czytaj dalej

Dywagacje o liściu

Mam wrażenie, że lato w tym roku będzie mało owocowe sądząc po niewielkiej ilości kwiatów na drzewach. Późnowiosenne przymrozki miały w tym niewątpliwie swój udział. Natomiast widać, przynajmniej u mnie, że rośliny kompensują to silniejszym wzrostem: liście rozwijają się piękne, wypasione, ignorując ataki larw, mszyc i innych złośliwców. Może jest to efekt profesjonalnego przycięcia drzew i krzewów owocowych, może przynosi efekty moje zawzięte podlewanie i spryskiwanie drzew nawozem własnej roboty. A może po prostu taki rok.

IMG_3664

Przez ten atak zieleni uważniej w tym roku obserwuję liście: w naszym klimacie żyją krótko, ale intensywnie. Jesienią obumierają prawie wszystkie. Nawet liście roślin zimozielonych żyją tylko 1-3 lata.

Liściom zawdzięczamy życie, czyli tlen jako uboczny produkt fotosyntezy i inne dobrodziejstwa jak warzywa, przyprawy i zioła. Dla zwierząt i larw liście to pokarm i miejsce schronienia. Opadłe liście są źródłem materii organicznej i pokarmów mineralnych dla roślin.

Liście chronią także przed mrozem korzenie i nasiona leżące na ziemi.  Dlatego nie należy ich na siłę ‘sprzątać’ z całego ogrodu. Jeżeli zależy nam na super trawniku, owszem. Natomiast pod drzewami i krzewami, przy płotach i żywopłotach pełnią ważną funkcję ochronną.

Ale nie o dywagacje o jesiennych liściach mi chodzi. Wiosna i lato to czas oczyszczania organizmu po cięższym jedzeniu zimowym. I tu z pomocą przychodzą: liście.

Mnie na przykład, lekarz medycyny chińskiej polecił detoks sałatką z liści mniszka w odpowiedzi na pytanie jakie zioła najlepiej pić na wiosenne oczyszczenie . A więc dla szukających daleko odpowiedź jest czasem bliska, żeby nie powiedzieć przyziemna. W medycynie chińskiej wiosna, to właśnie czas oczyszczania wątroby i woreczka żółciowego. Wiosna to element drzewa, Czytaj dalej

Nie ma maja bez mniszka

Już drugi rok z rzędu przygotowuję syrop/miód z mniszka. Właściwie jest to lekarstwo i autorzy przepisów ostrzegają, żeby jeść nie więcej, niż łyżkę dziennie, ale smaczne toto jest tak, że naprawdę ciężko się ograniczać. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do różnic między mleczem, a mniszkiem, to istnieje tona wyjaśnień w tym temacie na Googlu. Myślę, że w celu majowego zbierania można założyć, że to żółte, które masowo rośnie na łąkach – to przepisowy mniszek.

Sam przepis jest prosty do bólu, i lepiej z nim w ogóle nie kombinować, bo smak ma nie do przebicia. A więc nie należy zwlekać (sezon szybko się skończy), tylko iść w pole przy słonecznej pogodzie tam, gdzie najbardziej żółto i zbierać. Osobiście w tym roku poszłam na szaber na pole sąsiada, bo nie mogłam się doczekać aż bestie zakwitną u mnie w podwórku.

Przepis co roku biorę z bloga Matka tylko jedna, który powołuje się na jeszcze inny przepis, ale w zasadzie przepisy na internecie są porównywalne. Ten konkretny ma tę zaletę, że kilogramy mniszka od razu przełożone są na liczbę kwiatów, co zasadniczo ułatwia życie i ma dodatkowy element magiczny – osoba zbierająca mniszka na łące wygląda jakby non stop wypowiadała zaklęcia w formie kolejnych dziesiątek, setek, uff to już 500, uff to już 600 itd.

Przepis podstawowy: Czytaj dalej

Zasady permakultury – cytat na dziś

Z interesujących i podanych z niezwykłą wrażliwością wykładów Bena Lazara (Kurs Permakultury 2017), wybieram zawsze do zapisania garść inspirujących cytatów dotyczących zasad permakultury. Wykłady odbywają się od stycznia do kwietnia 2017 w Ambasadzie Krakowian: http://permakultura.edu.pl/archiwa/2406. Warto – wiele cennych informacji od filozofii i duchowości, do teorii i porad praktycznych.

Rezonujący cytat na dziś: Problem jest rozwiązaniem. Prosta zasada, a jak działa na poprawę nastroju! Ulubiony przykład Billa Molisona obrazujący tą zasadę, to „nie masz problemu ślimaków, masz problem braku kaczek” (które to kaczki uwielbiają jeść ślimaki).

Przykłady z mojego podwórka (a raczej z ogrodu i lasu): Czytaj dalej