Archiwa tagu: gleba

Gospodarstwo permakulturowe: wiara i wiedza

Taką miałam myśl wczoraj, że czasem my, permakulturyści i permakulturystki mamy momenty niewiary, że to możliwe. Że naprawdę można stworzyć regeneratywny ogród, który będzie sam się nawoził, dawał nam nadmiar owoców i warzyw i do tego będzie świadczył dodatkowe usługi (cień, trawa, jeziorka, piękne kwiaty).

Mnie w wyobraźni od razu pojawiają się z podświadomości przekonania hamulcowe, bo cała wytwarzana przez media świadomość mówi, że permakultura, to idealistyczna utopia. A przecież rzeczywistość spoza mass mediów pokazuje, że jest inaczej. Na świecie jest wiele przykładów, że takie gospodarstwa i ogrody działają z sukcesem przez wiele lat.

Istnieją badania naukowe potwierdzające, że większość pożywienia dla ludzi na świecie powstaje w małych gospodarstwach, a nie w wielkoobszarowych molochach. Cytuję za wydawnictwem Nyeleni ‚Polityka na talerzu, przewodnik po agroekologii i suwerenności żywnościowej (str.17)’:

„Międzynarodowe korporacje agrobiznesowe twierdzą, że ich potęga i zyski są usprawiedliwione, ponieważ to one karmią świat i rozwiążą kryzys klimatyczny. Jednak przemysłowy system żywnościowy dostarcza żywność tylko dla 30% światowej populacji. Robi to używając ogromnego areału – 75% wszystkich gruntów rolnych. (…) Zwolennicy systemu przemysłowego twierdzą, że rolnictwo chłopskie nie jest zdolne wyżywić rosnącej światowej populacji i przerzucają na chłopów odpowiedzialność za biedę i głód, której ci doświadczają. Tym czasem drobni rolnicy, chłopi rybacy, społeczności rdzenne, robotnicy rolni, w tym kobiety i ludzie młodzi, już karmią ponad 70% światowej populacji, i robią to używając zaledwie 25% zasobów rolnych.”

Warto sobie uświadamiać te proporcje jeżeli myślimy, że się nie da. Rolnictwo prowadzone w małych społecznościach i na małych areałach, tradycyjnymi metodami jest realistyczną opcją i co więcej istniało u nas jeszcze stosunkowo niedawno. Nie musimy szukać dalekich plemiennych wzorów wśród Indian. Naprawdę wiele z tej wiedzy i umiejętności tkwi w nas samych i w naszych rodzinach, czasem wystarczy odgruzować tą wiedzę. Takie rozmowy o tym jak było dawniej są dla mnie zawsze super inspiracją. Na przykład pytam jak paliło się dawniej w piecu, albo jakie drzewka i kwiaty sadziło się dawniej w ogrodach, i od razu przypływają różne wzruszające (lub traumatyczne) wspomnienia rozmówców.

Czytaj dalej

Jak zrobić kompost idealny

Wiosna. Narcyzy długo nie czekając podnoszą swoje żółte łebki. Czas planować uprawy, rozważać co, jak i gdzie posadzić, a ja znowu przy kompostowaniu. Widać ten typ tak ma. To co inni zaściółkowali i zakompostowali na jesieni ja nadrabiam teraz, bo dopiero w zimie udało mi się zgromadzić zapasy materiałów ściółkowych w odpowiedniej ilości. Na szczęście taki urok uprawy ściółkowej, że glebę można tworzyć i uzupełniać na bieżąco, o każdej porze roku. Tak więc kontynuuję szaleństwo ściółkowania korzystając z zachomikowanego zimą bogactwa, a są to mianowicie:

  • zrębki sosnowe z tartaku
  • obornik kilkuletni przywieziony ze znajomej hodowli kur, kaczek i gęsi
  • siano z okolicznych nieużytków w balotach, wcześniej odstałe w polu
  • materiały własne (nie jest na razie tego wystarczająco dużo, aby osiągnąć niezależność ściółkową, ale coraz więcej), czyli gałęzie z lasu, liście zalegające na trawnikach, popiół z kominka, odpadki kuchenne
  • drewno kominkowe do wyznaczania nowych grządek
  • ziemia z kretowisk do pikowania nasionek w miejscach, gdzie gleba na grządkach jest jeszcze nieprzetworzona.

Można by powiedzieć, że jest wszystko na kompost idealny. No może jeszcze bez koszonej świeżej trawy, ale ta już czai się do nieopanowanego wzrostu na trawnikach. I tu nadchodzi to kluczowe pytanie: jak zrobić kompost idealny? Czytam, oglądam filmiki, wertuję, wspominam swoje udane i nieudane próby, i myślę, że chyba każdy musi dojść sam do tego co dla niego jest kompostem idealnym biorąc pod uwagę lokalizację i cele uprawy, no i własne przekonania. Żeby zamieszać, postanowiłam opisać dwie całkowicie rozbieżne metody kompostowania tak, aby zachęcić innych do eksperymentowania i poszukiwania własnej drogi:

Pryzma kompostowa – zbieranie posiadanych materiałów w różnorodną hałdę i czekanie aż powstanie gleba cud. Metoda niby podstawowa w ogrodnictwie, ale nabiera bogactwa treści w filmiku udostępnionym przez jednego z mistrzów permakultury Geoffa Lawtona. Lubię ten film, bo krótko i w prostych słowach uczy jak usypać taką pryzmę idealną. I po obejrzeniu człowiekowi wydaje się, że nareszcie wie jak to zrobić dobrze! Ponieważ filmik jest po angielsku, przytoczę go z krótkim opisem.

Ściółkowanie w miejscu uprawy docelowej – metoda w zasadzie przeciwstawna, a coraz bardziej popularna. Cały nieprzetworzony materiał składamy w warstwach od razu na grządkach. Nie wymaga to noszenia ciężarów taczkami w tą i z powrotem, ale intuicyjnie ma się wątpliwości czy przetworzony kompost naprawdę z tego dorzucania powstanie. Coraz bardziej przekonuję się do tej metody, a jej zalety opisałam poniżej na podstawie zgłębianego nieustająco przeze mnie podręcznika Ogród Gai Toby Hemenwaya.

Ale najpierw trochę o podstawach kompostowania: w uproszczeniu kompost powinien dążyć do zbilansowanej proporcji węgla do azotu, czyli C do N, czyli frakcji ‚brązowej‚ do frakcji ‚zielonej‚. Ta zbilansowana, zdrowa proporcja C:N to około 30:1 dla pryzmy kompostowej i 20:1 dla ściółki.

Czytaj dalej

Jesienna fascynacja ściółką

Okoliczna ściółka jest źródłem nieustającej fascynacji mojego psa, Kropki. Tyle się można z niej dowiedzieć: kto ostatnio tędy przechodził, kto tu nocował, kto rył, co jadł, jak u niego z trawieniem, czy aby zdrowy, no i oczywiście co by tu można samemu skonsumować: jakieś jajeczko, czy robala. Konsumpcja to główny motor działań Kropki, choć nie jedyny. Instynkt myśliwski, to drugi motyw analizy ściółki. A jak się uda wypłoszyć jakieś ptaszysko albo zająca, to już w ogóle afera. Mam nadzieję, że nie mamy zbyt niszczycielskiego wpływu na okolicę, nie darowałabym sobie gdyby Kropka wypłoszyła jakiegoś zwierza bezpośrednio pod lufy myśliwskie. Na razie myśliwych słychać tylko z oddali, cały czas się łudzę, że lokalny zwierzyniec ma trochę doświadczenia w unikaniu z nimi kontaktu. No ale to temat na osobny wpis, a tu o ściółce miało być.

img_7974

Idąc za dobrym przykładem Kropki, też zaczęłam się uważniej przyglądać ściółce, bo ściółka jesienna to bogate źródło obserwacji niekoniecznie konsumpcyjnych i myśliwskich. Obserwując różne rodzaje środowisk (las, łąka, bagno) zastanawiam się jak się tworzą różne rodzaje ściółki i jak można tą wiedzę wykorzystać w rzeczywistej permakulturowej uprawie.

Wiedza o glebie wzbogaca naszą wrażliwość na problemy żywieniowe świata i podnosi ogólną świadomość ekologiczną. A więc trochę się naczytałam i postanowiłam przekazać ułamek informacji o tym co od jesieni do wiosny dzieje się pod ściółką, czyli jak powstaje super gleba. Opis tworzenia gleby podaję głównie na podstawie ‚Gaia’s Garden’ Toby Hemenwaya. Przy okazji dodałam trochę kolorytu lokalnego, czyli zdjęć ściółki w różnych ujęciach. Wiem, nie są to najbardziej atrakcyjne zdjęcia na świecie, w końcu robione były w listopadzie. Potraktujmy je jako archiwalne. A więc do opisu ściółki przystąp:

Ściółka i powstająca pod nią w trybie ciągłym gleba, to cud natury, nieustanny rytuał śmierci i odradzania się życia. Poszycie leśne i gleba, nie są jedynie martwą materią, z której rośliny pobierają składniki chemiczne do wzrostu. Ściółka tworzy życie, a jednocześnie cały czas jest pełna życia. Mieszka w niej tłum naprawdę różnorodnych organizmów od bakterii po jaszczurki. Każda łyżeczka dobrej gleby może zawierać miliard bakterii, milion grzybów, czy też 10 tysięcy jednokomórkowych ameb. Niemało. Czytaj dalej

Jesień

Jesień przypomina rolnikom i rolniczkom o najważniejszym: ‚uprawiamy glebę, nie rośliny’. W naszym niezbyt ciepłym klimacie to właśnie jesienią troska o ziemię (albo jej brak) przejawia się najwyraźniej. Tak jak ciepłe futerko i zapasy na zimę szykują nasi bracia futerkowi, tak gleba w naturalny sposób zostaje przysypana liśćmi, igłami, gałązkami, zarośnięta mchem, a na koniec pokryta śniegiem. Wtedy już spokojnie wpada w introwertyczny etap snu zimowego i regeneracji, jako i my (jeżeli tylko damy sobie szansę) chętnie wpadamy o tej porze roku w fazę zakopania się wieczorami w domu, czytania, robienia na drutach, czy co tam kto dziwnego lubi robić.

Pierwsza z zasad permakultury, czyli ‚troska o ziemię’ na jesieni przejawia się właśnie naśladowaniem tego naturalnego procesu przez okrywanie ziemi i roślin przed zimą, wzbogacanie gleby próchnicą, powstrzymanie się od przekopywania (no-till farming). Według jednego z artykułów Permaculture Research Institute opisującego sposób tworzenia ogrodu bez orki: zasilenie gleby w ogrodzie warstwą 2-5 cm kompostu daje półroczną inwestycję w ochronę gleby.

img_5083

Koncepcję zimowego odpoczynku wspiera też nasza tradycja (chrześcijańska i pogańska) wg. której późną jesienią powinien nastąpić koniec wszelkich prac naruszających glebę. Za ten moment przejścia między latem a zimą nasi przodkowie uznawali 11 listopada („od świętego Marcina zima się zaczyna”). Zgodnie z tradycją, po tym dniu ziemia zapada w sen i powinna odpoczywać do wiosny.

Moje wysiłki związane z troską o glebę wydają się przynosić coraz lepsze efekty z roku na rok, więc na koniec jesieni ze swoistą przyjemnością przedzierałam się przez ogrodowe błotko i okrywałam co tam jeszcze było do okrycia.

A oto podsumowanie prac okrywowych wykonanych w tym roku samodzielnie lub z przyjaciółmi i rodziną: Czytaj dalej

Burza w beczce wody

Planowanie i projektowanie ogrodu na następny sezon w trakcie huraganu (czy tam orkanu) ma swoje uroki. Kiedy wicher łeb urywa tak jak dzisiaj, można się zaszyć i uzgodnić ze sobą, że prace domowe są na razie ważniejsze niż ogrodowe. A patrząc na dynamiczny obraz rzeczywistości za oknem łatwiej o odważne decyzje projektowe. W moim przypadku planowanie sezonu ogrodniczego przypomina trochę burzę w beczce miotanej dzisiaj wiatrem wody: moje plany to nie decyzje na wiele hektarów, ale nie są to też decyzyjki na jedną grządkę. A więc coś więcej niż burza w szklance wody, ale też nie huragan decyzyjny. Raczej kolejny rok rolnictwa weekendowego – dla trochę bardziej zaawansowanych.

W planach rolniczych kontynuacja, czyli przygotowanie istniejących permakulturowych grządek i rabatek do zimy – przykrycie warstwą kompostu, zrębek i gałązek. A poza tym nowość: wytyczenie pasa wzbogaconej permakulturowo łąki wzdłuż osi środkowej sadu. Planowane warstwy: tektura malarska w rolce, dwuletnia trawa z nieużytków w balotach od niezastąpionego sąsiada, na to zrębki lub gałązki na wierzch – do przezimowania.

Marzy mi się tu łan ziół leczniczych i kwiatów użytkowych. Jeżeli sił i zdrowia starczy, to cały sad będzie dzięki temu piękniejszy, wymagający mniej koszenia, a przy tym pożyteczny dla owadów i robali kompostujących. A do tego ludzkość wzbogaci się o surowce do przetworów kulinarnych, zdrowotnych i kosmetycznych.

Wielkim wsparciem i impulsem do rozwoju tej koncepcji były jesienne warsztaty zielarskie u Małgosi Kaczmarczyk w Skrzydlnej – duża porcja wiedzy dla początkujących (czyli dla mnie) i zaawansowanych, bo wiele uczestniczek zielarek miało już znaczącą wiedzę i doświadczenie. Dzięki Małgosi i wszystkim uczestniczkom lepiej widzę znaczenie przetworów jako rękodzieła, wyrazu indywidualnej wiedzy, talentu i intuicji przekazywanej dla dobra innych. Warsztaty dały mi wiele umiejętności praktycznych i więcej zaufania do siebie przy rozpoznawaniu znalezionych ziół. No i wiele nowej wiedzy o technikach przetwarzania i przechowywania. Czytaj dalej

Grządka permakulturowa – jak zacząć

Postanowiłam napisać dłuższą odpowiedź na pytanie mojej przyjaciółki: to jak właściwie zrobić takie grządki ? Mówiąc krótko: prosto i przyjemnie, ale niezbyt lekko. Bo grządki permakulturowe lekkości nabierają z wiekiem. A teraz odpowiedź długa, czyli podsumowanie prac nad dwoma grządkami stworzonymi przeze mnie dzięki pomocy rodziny i niezależnych konsultantów podpowiadających w sytuacjach kryzysowych.

Celem permakultury jest uprawa w warunkach jak najbardziej zbliżonych do naturalnych (ściółka leśna lub łąka). Chodzi o stworzenie warstwy wierzchniej gleby zatrzymującej wodę, chroniącej przed ciepłem/zimnem, pozwalającej na rozwój korzystnych drobnoustrojów, chroniącej uprawę poprzez bioróżnorodność. Jest kilka pokrewnych metod opisanych na internecie. Ja wybrałam metodę ‚back-to-eden’, bo była to pierwsza, na którą się natknęłam i zachwyciła mnie tak, że od razu poleciałam wypróbować: back-to-eden z polskimi napisami. Polecam!

Poniżej infografika prezentująca podstawowe zasady układania warstw na grządkach:

Grzadka back-to-eden v4

I moje uwagi po pierwszym sezonie z grządkami:

  • Należy absolutnie powstrzymać chęć przekopania istniejącego podłoża przed położeniem na nim tektury/papieru – jest to ciężka praca niszcząca przy okazji strukturę podłoża. Można ewentualnie skosić wystające wyżej rośliny przed położeniem papieru.
  • Grządka powinna mieć szerokość maks. 1,20 m, aby dało się łatwo podejść z obu stron, długość dowolna.
  • Ustawienie w terenie powinno być wzdłuż poziomic, aby zatrzymać jak najwięcej wody po opadach. U mnie jakoś tak wychodzi w poprzek poziomic – bardziej mi pasuje wizualnie w zastanym kontekście.
  • Najlepiej jako zrębki sprawdzają się gałązki drzew i krzewów owocowych lub ogólnie liściastych, może być dodatkowo siano. Zrębki drzew iglastych zakwaszają podłoże, zrębki będące samą korą mają mniej wartości glebotwórczych.
  • Obornik jest opcjonalny, sam kompost, siano i gałązki w zupełności wystarczają.
  • Co roku należy dorzucać z wierzchu trochę kompostu/obornika/gałązek, co tam mamy pod ręką, ale według teorii będzie to już coraz lżejsza praca przy coraz lepszych zbiorach.

Sposób przygotowania grządki Kompostella1: Czytaj dalej

Kompost na TAK

Czym byłby blog Kompostella bez wpisu o podstawach praktycznych kompostowania. Niby dużo jest w internecie i różnych wydawnictwach opisów kompostowania, ale pamiętam, że w początkowej fazie tytłania się w ziemi rolnej miałam duże wątpliwości co i jak. Na pewno wynikało to z nieznajomości natury ogrodnictwa – mieszkaniec bloku zbierający kompost (tak, osoby segregujące śmieci też przykładają się do kompostowania) nie widzi początku i końca procesu uprawy ziemi. Stąd mniejsze zrozumienie znaczenia kompostu jako elementu segregacji odpadów.

Już pierwsze lato w gospodarstwie uświadomiło mi, że kompostu zbiera się na co dzień naprawdę dużo (gł. trawa, gałęzie i odpadki kuchenne) i że przetworzona biomasa powstaje z niego bardzo szybko: już po kilku miesiącach można jej używać do ściółkowania roślin, a po roku to już prawie pełnowartościowa ziemia. A taka ziemia daje potem zdrowe i odporne na szkodniki rośliny uprawne, bez potrzeby wspomagania ich chemią.

A przy okazji,  będąc początkującym rolnikiem zamarzyło mi się zostanie też początkującym infografikiem. Oto i infografika kompostologiczna na TAK, czyli o tym co można i należy zbierać na kompost – mowa o kompoście z wyłączeniem obornika, czyli odchodów zwierząt:

kompost co i jak

I praktyczny komentarz niegraficzny: Czytaj dalej