Archiwa tagu: Słowianie

Pięć stref w projekcie permakulturowym

„Przyroda zawiera w sobie instrukcje działania zrównoważonego świata – do nas należy zapoznanie się nimi i ich zachowanie.” [Toby Hemenway, Ogród Gai]

Ostatnio coraz częściej porównuję zmiany wprowadzane przeze mnie w gospodarstwie z zasadami projektowania permakulturowego. Na początku, cztery lata temu, wydawało mi się, że potrzebnych w ogrodzie zmian jest tak dużo, że precyzyjne określanie projektu permakulturowego trochę mnie przerasta. Z jednej strony brak mi było podstawowej wiedzy o glebie i o uprawie czegokolwiek, a z drugiej strony wśród osób, które mi doradzały niewielu było praktyków permakultury.

Z czasem nabrałam trochę więcej luzu, no i umiejętności słuchania wartościowych rad. Wymyślam, zmieniam, czytam, rozmawiam, znowu zmieniam, i w ten sposób gospodarstwo ewoluuje powoli w stronę funkcjonalnej, a jednocześnie pięknej i bioróżnorodnej przestrzeni. Pomaga mi jak zawsze niezastąpiony podręcznik ‚Ogród Gai‚. W rozdziale o projektowaniu ogrodu autor przytacza jako jedną z centralnych zasad planowania metodę strefy i sektora. Przyjrzałam się więc różnym miejscom w mojej okolicy z perspektywy tej metody i spisałam trochę spostrzeżeń jak te strefy układają się w całość w Kompostelli.

Strefy w projekcie permakulturowym (od strefy 0 będącej naszym centrum, do strefy 5, w którą nie ingerujemy), to powiązane ze sobą małe elementy naszego otoczenia pełniące funkcje zależne od odległości od nas, od naszego domu. Sektory z kolei, to miejsca w naszym otoczeniu wyróżniające się ze względu na określone warunki naturalne (np. sektor słońca, sektor wiatru). Projektowanie permakulturowe można określić jako kreatywne układanie w całość tych elementów zgodnie z naszymi celami i potrzebami. Wykorzystanie poszczególnych stref i sektorów powinno nam zapewniać harmonijny ekosystem, jak najmniej ingerujący w środowisko naturalne. Projektowanie w oparciu o strefy i sektory może dotyczyć porządku na balkonie, uprawy ogrodu, dużego gospodarstwa, ale też z równym powodzeniem może dotyczyć tworzenia społeczności (fundacji, grupy na FB). To koncepcja uniwersalna, przydatna w wielu aspektach naszego życia.

Dzięki uwzględnieniu w projekcie stref i sektorów mamy szansę na stworzenie niepowtarzalnego miejsca lub tętniącej życiem społeczności. Pamiętajmy o kreatywności i intuicji w trakcie tworzenia naszej przestrzeni. I o tym, że powolna ewolucja jest bardziej zgodna z naturą niż gwałtowne zmiany, które mogą w przyszłości wymagać równie gwałtownych korekt.

Poniżej opisałam krótko główne cechy każdej z pięciu stref i podałam trochę informacji o tym jak każda z nich funkcjonuje w moim gospodarstwie. Do opisu dodałam zdjęcia ‚przed’ i ‚po’ pokazujące przemianę danej okolicy w ciągu ostatnich czterech lat. Dalsze przemiany w toku (lub w planach i marzeniach).

Strefa 1: to najbliższe otoczenie, przestrzeń społeczna, najintensywniejsza uprawa roślin i sadzonek. W tej strefie uprawiamy warzywa i zioła, których potrzebujemy najczęściej, ale też i takie, które potrzebują najwięcej naszej uwagi.

Czytaj dalej

Ja brzoza

Będzie o brzozach. O pójściu za swoimi marzeniami. O tym, że warto zaufać intuicji i zwracać uwagę na znaki, którymi nas prowadzi. Ja na przykład zawsze uwielbiałam brzozy, zawsze marzyło mi się odpoczywanie wśród brzóz. Zestawienie bieli i zieleni zawsze mnie przyciągało. W trakcie plenerów  fotograficznych rzucałam się w kierunku zagajników brzozowych, a raz nawet cała wycieczka musiała wyjść z samochodu i podejść do widocznego z szosy pięknego zagajnika na Podlasiu, żebym mogła walnąć lepszą fotę. Fota wyszła średnio, ale brzozy w sercu pozostały.

Jak tylko zobaczyłam, że na działce jest dużo brzózek (teraz około 10 letnich), to mi serce urosło i uznałam, że tu jest moje miejsce. Do tej pory wpatruję się w miejscowe brzozy, słucham jak szumią, a wręcz (o zgrozo) się przytulam. Dzięki zawieszonemu na pniach brzóz hamakowi mam wrażenie odpoczywania nad szumiącym morzem (wrażenie może trochę naciągane, szczególnie jak sąsiedzi sypną gnojówką na swoje grządki z warzywami).

img_3255-1

Trochę dużo tego entuzjazmu, ale cieszę się, że nie dałam się zwieść ogrodniczym ‚przesądom’ że te brzozy to lepiej wyciąć, bo przy bramie to przeszkadzają, a przy ognisku jest ich za dużo, a odbierają wartość odżywczą ziemi i wysysają wodę (mają płytkie gęste korzenie), a na jesieni to dużo spada liści i gałązek.

Sama nie wiem skąd to przeświadczenie, że brzoza w ogrodzie to samo zło. Liści spada dużo, no i co ? Zawsze panikowałam na wiosnę, że te liście wypalą trawę, aż ostatniej wiosny wśród innych ograniczeń czasowych w ogóle przestałam je grabić. I proszę, trawa ożyła nawet bujniejsza bez dodatkowych zabiegów wzmacniających. A że sucho pod brzozą? Trzeba będzie znaleźć wytrzymujące przy niej gatunki. Planuję konwalie, paprocie, poziomki – na razie testowałam na pojedynczych egzemplarzach, i radzą sobie dobrze. Podobno brzoza lubi też trawy ozdobne, róże i piwonie (!), mogę powiedzieć, że ja też, więc może je dodam przy zadarnianiu okolicy brzóz przy ognisku.

Brzoza żyje jak na drzewo krótko, ok. 200 lat, ale za to ma niewielkie wymagania. Bardzo szybko rośnie (6 metrów przez pierwsze 10 lat), może dojść do 30 metrów. Jest drzewem pionierskim, odpornym brak wody, na zimno i wiatr. Często sadzi się ją od północnej strony lasów w celu ochrony innych roślin – tak też skonstruowany jest lasek koło mojego domostwa.

A więc brzozy w ogrodzie warto mieć: Czytaj dalej