Archiwa tagu: sosna

Octy ziołowe na wiosnę

Zioła są doskonałym uzupełnieniem leczenia konwencjonalnego, ale przede wszystkim pełnią niebagatelną rolę w utrzymaniu zdrowia, w podnoszeniu odporności na co dzień. Dlatego warto inwestować w podstawową wiedzę o przetwarzaniu i stosowaniu w gospodarstwie ziół, i innych użytecznych roślin rosnących niepozornie obok nas. Świeża i zdrowa żywność, i naturalne suplementy (nalewki, octy, kiszonki, herbatki ziołowe) powinny być artykułem pierwszej potrzeby w naszym coraz mniej naturalnym środowisku. Nie zastąpi ich anonimowy fabryczny suplement będący często tworem fantazji marketingowców. Dlatego uparcie wracam do opisywania na blogu przygotowywanych przeze mnie przetworów zielarskich, a w szczególności do octów, które dla mnie okazały się prawdziwym odkryciem suplementowym.

Opisywałam już zastosowanie probiotyków domowych ogólnie, starałam się też skompilować w jednym poście podstawowe przepisy na octy domowe które stosuję u siebie. Tym razem chciałam napisać więcej o tworzeniu octów ziołowych zgodnie z porami roku na przykładzie przetworów, które przygotowuję od lutego. A więc będzie o octach wiosennych.

Ale najpierw trochę o kontekście leczenia i wzmacniania odporności na wiosnę. Wydaje mi się, że do zrozumienia tego kontekstu bardzo przydatny jest system tradycyjnej medycyny chińskiej (TCM). Staram się do niego stosować już od wielu lat, ponieważ pomaga znaleźć przyczyny dolegliwości i im przeciwdziałać lub je leczyć. Dzięki takiemu podejściu można przywracać harmonię organizmu i wzmacniać odporność, a nie niwelować efekty chorób na znacznym etapie zaawansowania. Metody TCM uważam za skuteczne, przyjazne dla organizmu i w wielu aspektach spójne z naszą europejską wiedzą zielarską, a wręcz wzbogacające jej możliwości.

Czytaj dalej
Reklamy

Cześć iglakom

Gdy zaczynałam prace ogrodowe parę lat temu nie byłam wielką fanką iglaków. Może dlatego, że polskie ogrody wydają mi się nimi przeładowane, a raczej traktuje się je jako receptę na dowolny temat: wieje, zasadź tuje; trzeba zadarnić, pokryj jałowcem płożącym. Jakoś więcej pozytywnych uczuć budziły we mnie wielokolorowe i zupełnie niekłujące liście różnej maści.

Na szczęście poprzednia właścicielka ogrodu zostawiła mi w spadku naprawdę różnorodny asortyment drzew iglastych. Na terenie gospodarstwa jest wiele odmian jałowca, kosodrzewina, intensywnie zielona i wielka jodła, a nawet sosna czarna wyróżniająca się oryginalnym pięknem długich igieł. W lesie w dolnej części działki królują dziesięcioletnie już rodzime sosny, a od strony południowej sąsiedzi zasadzili szpaler świerków.

Z czasem nauczyłam się rozróżniać miejscowe iglaki i doceniać ich różnobarwną igiełkowatość. Planuję więc w tym roku bardziej kompleksowo wspomagać ich rozwój. Szczególnie jałowcom nie służą powtarzające się od lat upały i susze. Niektóre radzą sobie świetnie w piaskowej i kwaśnej glebie: jałowce płożące pokryłyby wszystkie otaczające rośliny gdybym ich regularnie i silnie nie przycinała. Z kolei jałowce pospolite rosnące w różnych częściach ogrodu w większości coraz bardziej usychają. Planuję nadal doprawiać je zrębkową ściółką, ale też spryskiwać wodą z czosnkiem przeciw patogenom i przemyśleć sąsiedztwo. Podobno lubią się z sosnami, może potrzebni im są nowi wspomagający koledzy.

O tym, że zimozielone iglaki dobrze chronią od wiatru i szybko rosną dostarczając przy okazji dużej ilości materiału ściółkowego w ogrodzie dobrze wszystkim wiadomo. Ale przecież bracia iglaści mają o wiele więcej zalet:

Iglaste krzewy dają schronienie i pożywienie zwierzętom. Nad zimującymi wśród gałęzi pająkami i ślimakami szczególnie się nie rozczulam, co innego gniazdujące w nich ptaki śpiewające. Wzruszyłam się ostatnio jak przy zbieraniu dojrzałych już w lutym owoców jałowca usłyszałam nagle z głębi krzaczka poirytowane ćwierkanie. Nasz to jest dom i nasze zapasy, sio! No dobra, przecież tylko trochę urwałam (a pieczeń z własnymi owocami jałowca smakowała odlotowo).

Czytaj dalej

Jesienna fascynacja ściółką

Okoliczna ściółka jest źródłem nieustającej fascynacji mojego psa, Kropki. Tyle się można z niej dowiedzieć: kto ostatnio tędy przechodził, kto tu nocował, kto rył, co jadł, jak u niego z trawieniem, czy aby zdrowy, no i oczywiście co by tu można samemu skonsumować: jakieś jajeczko, czy robala. Konsumpcja to główny motor działań Kropki, choć nie jedyny. Instynkt myśliwski, to drugi motyw analizy ściółki. A jak się uda wypłoszyć jakieś ptaszysko albo zająca, to już w ogóle afera. Mam nadzieję, że nie mamy zbyt niszczycielskiego wpływu na okolicę, nie darowałabym sobie gdyby Kropka wypłoszyła jakiegoś zwierza bezpośrednio pod lufy myśliwskie. Na razie myśliwych słychać tylko z oddali, cały czas się łudzę, że lokalny zwierzyniec ma trochę doświadczenia w unikaniu z nimi kontaktu. No ale to temat na osobny wpis, a tu o ściółce miało być.

img_7974

Idąc za dobrym przykładem Kropki, też zaczęłam się uważniej przyglądać ściółce, bo ściółka jesienna to bogate źródło obserwacji niekoniecznie konsumpcyjnych i myśliwskich. Obserwując różne rodzaje środowisk (las, łąka, bagno) zastanawiam się jak się tworzą różne rodzaje ściółki i jak można tą wiedzę wykorzystać w rzeczywistej permakulturowej uprawie.

Wiedza o glebie wzbogaca naszą wrażliwość na problemy żywieniowe świata i podnosi ogólną świadomość ekologiczną. A więc trochę się naczytałam i postanowiłam przekazać ułamek informacji o tym co od jesieni do wiosny dzieje się pod ściółką, czyli jak powstaje super gleba. Opis tworzenia gleby podaję głównie na podstawie ‚Gaia’s Garden’ Toby Hemenwaya. Przy okazji dodałam trochę kolorytu lokalnego, czyli zdjęć ściółki w różnych ujęciach. Wiem, nie są to najbardziej atrakcyjne zdjęcia na świecie, w końcu robione były w listopadzie. Potraktujmy je jako archiwalne. A więc do opisu ściółki przystąp:

Ściółka i powstająca pod nią w trybie ciągłym gleba, to cud natury, nieustanny rytuał śmierci i odradzania się życia. Poszycie leśne i gleba, nie są jedynie martwą materią, z której rośliny pobierają składniki chemiczne do wzrostu. Ściółka tworzy życie, a jednocześnie cały czas jest pełna życia. Mieszka w niej tłum naprawdę różnorodnych organizmów od bakterii po jaszczurki. Każda łyżeczka dobrej gleby może zawierać miliard bakterii, milion grzybów, czy też 10 tysięcy jednokomórkowych ameb. Niemało. Czytaj dalej