Archiwa tagu: uprawa permakulturowa

Gildie roślinne – ogród malowany naszą wyobraźnią

Gildie roślinne, temat niby łatwy teoretycznie. Pisałam trochę o tym jak tworzyć gildie, czyli zestawy roślin wzajemnie wspierających się we wpisie Gildie roślinne wieloletnie. Tworzenie gildii to jedna z głównych technik permakulturowych sprawiających, że powstaje w naszym otoczeniu ogród wyróżniający się bioróżnorodnością. Ogród, który składa się z wzajemnie wspierających się i chroniących nawzajem roślin. Wystarczy do drzew i krzewów, które nas interesują (jabłoń, czarna porzeczka) dobrać zestaw kilku innych roślin wieloletnich i jednorocznych, posadzić i już. Znaczy i liczymy na to, że ekosystem wspierających się zależności sam zacznie się tworzyć. I w końcu powstanie piękny ogród leśny sam nakręcający się do życia i owocowania.

Ale w praktyce jak to zwykle bywa jest taka obawa: czy ja to aby dobrze robię? Czy ten pozorny bałagan ma jakiś sens? Czy to, że drzewko nie przeżyło oznacza, że źle wybrałam zestaw roślin? Czy to, że krzak owocuje jak szalony to moja zasługa, czy w otoczeniu niezbyt pomocnej trawy rósłby równie dobrze? I tak marzenie o ogrodzie leśnym ze wszystkimi tymi super zależnościami tonie w otchłani niepewności. A może lepiej podejść do tego na spokojnie, jak do garści nasion, które przecież rozrzuca przyroda nieustająco w lasach i na łąkach? Jakoś w lesie i na łące nieustannie coś się udaje albo nie udaje. Na tym polega tworzenie ekosystemu. Nie uda się, może warto szukać zestawów, które lepiej czują się w naszej okolicy, w naszej glebie i mikroklimacie.

A żeby to poszukiwanie nie było tylko ćwiczeniem naukowym na to, czy się uda, czy nie, to może warto zaprząc do (leniwej) naszej pracy ogrodowej wyobraźnię, poluzować lejce naukowe i zobaczyć piękno i bogactwo tego, co tworzymy przy okazji budowania gildii roślinnych wieloletnich. Do tego podejścia zainspirował mnie artykuł Heather Jo Flores, głównej mentorki i autorki kursu PDC, w którym uczestniczę. Artykuł opisuje w jakich konfiguracjach z zasady sadzi autorka rośliny w kolejnych ogrodach, które tworzy. Te zestawy powtarza już od wielu lat, bo uważa je za wartościowe i sprawdzone.

Postanowiłam skorzystać z tej wiedzy, i przeszłam przez ogród dodając po kilka nowości do każdego głównego drzewka / krzewu produkcyjnego (czyli tego, na którym zależy mi najbardziej w danym miejscu). Nowości prezentuję w czterech gildiach – piąta opisuje rośliny egzotyczne nie przystające na razie do naszego klimatu. I ciekawe w nich jest to (poza doświadczeniem autorki), że te zestawy uruchamiają wyobraźnię. Wiadomo, że warto wybierać do ogrodu rośliny pełniące w nimi przynajmniej trzy funkcje. Ale dzięki Heather zauważyłam, że może w tym wszystkim być więcej luzu, smaku, bogactwa i kolorów. A więc zapominamy o trzech funkcjach i lecimy do nieskończoności. Życzę wam wielu alchemicznych odkryć, przy zestawianiu roślin w określonych celach, ale pamiętając cały czas, że piękno i kolorowe bogactwo, zapachy i smaki to też są funkcje, które wprowadzamy do ogrodu. I to dosłownie, na przykład silnie pachnące rośliny jak fenkuł mogą zmylić szkodniki, które nie wyczują zapachu ochranianego drzewka, i je ominą. A więc kilka przykładów z artykułu Heather.

Czytaj dalej

Permawiosna 2020 – ekspansja!

Tak! Nadszedł czas zamieszkać w gospodarstwie na stałe, a więc nie muszę się już martwić, że wszystkie czynności ogrodnicze muszę wykonywać w sekundy w soboty lub w długie weekendy. I to nie jest tak, że dzięki temu czas zwolnił i miło sobie z kwiatka na kwiatek skaczę. Owszem, uwielbiam obchodzić gospodarstwo i okolice i podziwiać codziennie te same kwiatki, ale pracy zdecydowanie nie ubyło. Po prostu prowadzimy – ekspansję!

Rabarbar, rok drugi

Więcej beli siana rozkładamy w sadzie, więcej upraw planujemy, więcej istniejących grządek porządkujemy lub przerabiamy. A że permakulturowej wiedzy jest w wydawnictwach i w internetach coraz więcej (np. grupy FB zarządzane przez Permisie), to szaleństwo permakulturowych przemian u nas narasta i właśnie powoli kiełkuje.

Grządki i uprawy przydomowe

Tutaj zasadziliśmy trochę nowych roślin pięknych i przydatnych permakulturowo. Czarny bez, azalie – piękne i uwielbiają tutejszą kwaśną glebę. Karagana syberyjska – podobno szybko rośnie i daje w szybkim czasie dużo zielonego materiału ściółkowego, ale przez samo to, że rośnie w danym miejscu zapewnia dostęp do większej ilości przydatnego azotu dla sąsiadów. Liczę też na to, że uda się ją rozmnożyć z nasion i powiększyć zakres tego typu roślin użyźniających glebę w ogrodzie. Dużo drzew i krzewów wieloletnich sadzimy w różnych lokalizacjach, ale też i przesadzamy. Mianowicie w okolicach domu powstaje szklarnia, a raczej tunel foliowy, a więc część ozdobnych krzewów przesadziliśmy w inne miejsca. Był przejściowy stres, ale na razie wszystkie bohatersko odbiły w nowych lokalizacjach (perukowiec, rokitnik, forsycje, kosodrzewina, tuje i wiele innych).

Czytaj dalej

Gospodarstwo permakulturowe: wiara i wiedza

Taką miałam myśl wczoraj, że czasem my, permakulturyści i permakulturystki mamy momenty niewiary, że to możliwe. Że naprawdę można stworzyć regeneratywny ogród, który będzie sam się nawoził, dawał nam nadmiar owoców i warzyw i do tego będzie świadczył dodatkowe usługi (cień, trawa, jeziorka, piękne kwiaty).

Mnie w wyobraźni od razu pojawiają się z podświadomości przekonania hamulcowe, bo cała wytwarzana przez media świadomość mówi, że permakultura, to idealistyczna utopia. A przecież rzeczywistość spoza mass mediów pokazuje, że jest inaczej. Na świecie jest wiele przykładów, że takie gospodarstwa i ogrody działają z sukcesem przez wiele lat.

Istnieją badania naukowe potwierdzające, że większość pożywienia dla ludzi na świecie powstaje w małych gospodarstwach, a nie w wielkoobszarowych molochach. Cytuję za wydawnictwem Nyeleni ‚Polityka na talerzu, przewodnik po agroekologii i suwerenności żywnościowej (str.17)’:

„Międzynarodowe korporacje agrobiznesowe twierdzą, że ich potęga i zyski są usprawiedliwione, ponieważ to one karmią świat i rozwiążą kryzys klimatyczny. Jednak przemysłowy system żywnościowy dostarcza żywność tylko dla 30% światowej populacji. Robi to używając ogromnego areału – 75% wszystkich gruntów rolnych. (…) Zwolennicy systemu przemysłowego twierdzą, że rolnictwo chłopskie nie jest zdolne wyżywić rosnącej światowej populacji i przerzucają na chłopów odpowiedzialność za biedę i głód, której ci doświadczają. Tym czasem drobni rolnicy, chłopi rybacy, społeczności rdzenne, robotnicy rolni, w tym kobiety i ludzie młodzi, już karmią ponad 70% światowej populacji, i robią to używając zaledwie 25% zasobów rolnych.”

Warto sobie uświadamiać te proporcje jeżeli myślimy, że się nie da. Rolnictwo prowadzone w małych społecznościach i na małych areałach, tradycyjnymi metodami jest realistyczną opcją i co więcej istniało u nas jeszcze stosunkowo niedawno. Nie musimy szukać dalekich plemiennych wzorów wśród Indian. Naprawdę wiele z tej wiedzy i umiejętności tkwi w nas samych i w naszych rodzinach, czasem wystarczy odgruzować tą wiedzę. Takie rozmowy o tym jak było dawniej są dla mnie zawsze super inspiracją. Na przykład pytam jak paliło się dawniej w piecu, albo jakie drzewka i kwiaty sadziło się dawniej w ogrodach, i od razu przypływają różne wzruszające (lub traumatyczne) wspomnienia rozmówców.

Czytaj dalej

Co to jest permakultura, tak konkretnie?

Z każdym rokiem zwiększa się moja potrzeba zdefiniowania siebie w kontekście pracy z ziemią, zdefiniowania sensu tego, co tutaj robię, a więc potrzeba lepszego zrozumienia co to właściwie jest permakultura. Długo nie czułam się na siłach, aby ją na piśmie definiować. Temat wydawał się niby prosty, a jednak ulotny. Początkowo permakulturą określałam na swoje potrzeby sposób tworzenia ogrodu, mojej przestrzeni naokoło domu w taki sposób, żeby prowadzone przeze mnie uprawy obyły się to bez pryskania pestycydami, sztucznego nawożenia, nieustannego plewienia i podlewania. Potem starałam się wdrażać po kolei techniki permakulturowe jak na przykład sadzenie roślin w gildiach, wprowadzenie zbiorników na deszczówkę. Starałam się dobierać rośliny do kontekstu i korzystać z dobrodziejstw oferowanych przez chwasty, które najczęściej okazywały się wartościowymi ziołami.

Intuicyjnie czułam, że idę we właściwym kierunku i to pomimo przejściowego braku równowagi po rozpoczęciu upraw w moim ogrodzie, pomimo wszystkich tych tabunów mszyc, drzewek podgryzanych przez nornice, liści podjadanych przez zające. Czułam, że dzięki projektowaniu i uprawie ogrodu metodami permakulturowymi da się zmienić sposób podejścia do produkowania żywności, da się nadać pracom w ogrodzie głębszy ekologiczny sens. I od tych chwil szczęścia i sensu w weekendowej pracy z ziemią zaczęłam. Moja wiedza była ciągle więcej niż skromna, ale ogród rzeczywiście zaczął ewoluować. Uprawa stawała się coraz bogatsza i stabilniejsza. Na przykład, robale ciągle były, ale zwiększała się wzajemna równowaga owadów szkodzących i niszczących szkodzące.

Biedronki azjatyckie nie narzekają na brak pokarmu, czyli szkodników wiosennych.

Stopniowo zaczęło do mnie docierać, że naczelną zasadą permakultury tak jak definiują ją źródła są relacje. Czyli można mieć panele fotowoltaiczne, nie stosować oprysków, przykrywać ziemię ściółką, ale to nadal nie będzie permakultura. Jej istotą jest ustawiczne tworzenie relacji pomiędzy poszczególnymi elementami projektu tak, aby tworzyć jak najbardziej zrównoważone środowisko. Czyli na przykład wprowadzając oczko wodne ułatwiamy życie płazom, które pożerają różne rodzaje szkodników, przyciągamy pszczoły do wodopoju. Przy oczku powstaje ekosystem, który lubią określone gatunki chwastów okazujących się ziołami jak na przykład rumianek. A więc tworzymy nowy mikroświat, który daje też korzyści też i nam.

Czytaj dalej

Permażniwa 2019 – bioróżnorodność

Zaczyna się. W trzecim roku od rozpoczęcia nauki uprawy permakulturowej ogród dociera powoli do poziomu bioróżnorodności gwarantującego przeżycie, kwitnienie i owocowanie roślinom, na którym mi zależy (i wielu innym). Miło jest obserwować jak obok ewidentnych porażek i niezrozumiałych zjawisk pojawia się twórcza przewidywalność. No i surowiec się pojawia, dużo surowca: do zjedzenia, na przetwory, ale też na kompost, na dalsze ściółkowanie.

Przez wspomaganie bioróżnorodności rozumiem w tym kontekście:
– znaczący udział ściółkowania ułatwiający życie owadom, ptakom i gryzoniom (niestety nie tylko przyjaznym), utrzymujący wilgoć w czasie suszy,
– brak użycia trucizn, nawozów sztucznych, pestycydów selektywnie niszczących florę i faunę,
– wybór roślin pod kątem warunków naturalnych i tworzenie zestawów roślin we wzajemnie wspomagające się gildie.

Myślę, że tegoroczne plony mimo przeciwności (długotrwała susza) wspomogła też w dłuższym okresie sprzyjająca pogoda. Nie było wiosną okresów długotrwałego zawilgocenia. Nie doświadczyliśmy nieprzewidzianych przymrozków na początku sezonu, a gdy pierwszy koszący pomidory mróz pojawił się dopiero pod koniec września, większość zdążyła już dojrzeć. Susza owszem była dramatyczna, ale udało nam się z powodzeniem wykorzystać nowy zbiornik i beczki na deszczówkę do podlewania większości upraw. Większość sadzonek przyjęła się dobrze i we względnym porządku – np. wspólna uprawa truskawek, ogórecznika, pomidorów, topinamburu. Dopiero pod koniec sezonu wkradła się lekka samowola – szczególnie truskawki uznały, że nie lubią rosnąć w równym rzędzie i rozpleniły się naokoło. No, ale ciężko się przejąć rozplenionymi naokoło truskawkami, uwielbiam!

Czytaj dalej

Permawiosna 2019 – skupienie i zaufanie

Kolejna wiosna w gospodarstwie permakulturowym. Już trzecia, ależ ten czas śmiga. I moje trzecie podsumowanie prac wiosennych po Permawiośnie 2017 i 2018. W ciągu tych lat widzę przemianę w ogrodzie, ale też przemianę we mnie: coraz mniej paniki, coraz więcej spokoju, skupienia i zaufania. Łatwo mi to pisać, bo od mojej uprawy wciąż nie zależy zaopatrzenie kogokolwiek w regularne dostawy żywności. Mimo tego początkowo przeżywałam realne stresy związane z tym, że nic się nie uda. Testowałam wszystko na lewo i na prawo, bo też wszystko w ogrodzie było dla mnie wielką tajemnicą. Z roku na rok daję sobie więcej luzu i po woli się wprawiam w uprawie ‚bez chemii’ korzystając z polecanych przez nauczycieli permakultury technik i z własnych doświadczeń, rozwijając powoli warzywniak, sad, uprawy leśne i ozdobne elementy ogrodu.

Borówka amerykańska

W duchu moich wcześniejszych wpisów wiosennych, opisałam poniżej najważniejsze dla mnie prace wykonane w ogrodzie. Opis podzieliłam na trzy części, w kolejności tego co dla mnie ważne:
– uprawy, które kontynuowałam skupiając się na dalszej nauce,
– uprawy, które nie są gigantycznym sukcesem i będę musiała dokonać w nich zmian, i
– nowości, na które postawiłam w tym roku, bo nowości też oczywiście są.

Kontynuacja

Kolejny raz postawiłam na uprawę warzyw jednorocznych, które lubimy, a które dały w zeszłych latach sensowne plony: dynia, cukinia, fasolka, bób, pietruszka, topinambur, chrzan, rzepa, ostropest, nagietki. A naokoło nich dosiewam stopniowo rośliny wspomagające: nasturcje, gorczycę, łubin, proso, koniczynę i facelię – chronią warzywa, przyciągają pszczoły, przysłaniają glebę, stanową zielony nawóz na przyszłość. Nie obywa się oczywiście bez trudności. Dynie / cukinie kiełkują z nasion wyłącznie tam, gdzie życzą sobie zakiełkować, a zaplanowałam ich dość dużo w tym roku. Dlatego wysiewam je w kilku różnych miejscach, dosiewam co 2 tygodnie, a częściowo sadzonkuję. Na nowszych grządkach, gdzie ziemia jest jeszcze nie przetworzona (siano, obornik, resztki kuchenne) staram się umieścić nasiona w kulach ziemi z kretowisk mieszanej z obornikiem. Sukcesy są częściowe, bo tegoroczna plaga komarów sprawia, że wszystkie czynności wiosenne (a jest ich niemało) trzeba wykonywać w przyspieszonym tempie, czasem wręcz bez specjalnej godności ratować się ucieczką przed atakującym rojem. Liczę na ptaszyska zasiedlające w dużej ilości okoliczne krzaki może jakoś sobie z nimi poradzą.

Czytaj dalej

Jak zrobić kompost idealny

Wiosna. Narcyzy długo nie czekając podnoszą swoje żółte łebki. Czas planować uprawy, rozważać co, jak i gdzie posadzić, a ja znowu przy kompostowaniu. Widać ten typ tak ma. To co inni zaściółkowali i zakompostowali na jesieni ja nadrabiam teraz, bo dopiero w zimie udało mi się zgromadzić zapasy materiałów ściółkowych w odpowiedniej ilości. Na szczęście taki urok uprawy ściółkowej, że glebę można tworzyć i uzupełniać na bieżąco, o każdej porze roku. Tak więc kontynuuję szaleństwo ściółkowania korzystając z zachomikowanego zimą bogactwa, a są to mianowicie:

  • zrębki sosnowe z tartaku
  • obornik kilkuletni przywieziony ze znajomej hodowli kur, kaczek i gęsi
  • siano z okolicznych nieużytków w balotach, wcześniej odstałe w polu
  • materiały własne (nie jest na razie tego wystarczająco dużo, aby osiągnąć niezależność ściółkową, ale coraz więcej), czyli gałęzie z lasu, liście zalegające na trawnikach, popiół z kominka, odpadki kuchenne
  • drewno kominkowe do wyznaczania nowych grządek
  • ziemia z kretowisk do pikowania nasionek w miejscach, gdzie gleba na grządkach jest jeszcze nieprzetworzona.

Można by powiedzieć, że jest wszystko na kompost idealny. No może jeszcze bez koszonej świeżej trawy, ale ta już czai się do nieopanowanego wzrostu na trawnikach. I tu nadchodzi to kluczowe pytanie: jak zrobić kompost idealny? Czytam, oglądam filmiki, wertuję, wspominam swoje udane i nieudane próby, i myślę, że chyba każdy musi dojść sam do tego co dla niego jest kompostem idealnym biorąc pod uwagę lokalizację i cele uprawy, no i własne przekonania. Żeby zamieszać, postanowiłam opisać dwie całkowicie rozbieżne metody kompostowania tak, aby zachęcić innych do eksperymentowania i poszukiwania własnej drogi:

Pryzma kompostowa – zbieranie posiadanych materiałów w różnorodną hałdę i czekanie aż powstanie gleba cud. Metoda niby podstawowa w ogrodnictwie, ale nabiera bogactwa treści w filmiku udostępnionym przez jednego z mistrzów permakultury Geoffa Lawtona. Lubię ten film, bo krótko i w prostych słowach uczy jak usypać taką pryzmę idealną. I po obejrzeniu człowiekowi wydaje się, że nareszcie wie jak to zrobić dobrze! Ponieważ filmik jest po angielsku, przytoczę go z krótkim opisem.

Ściółkowanie w miejscu uprawy docelowej – metoda w zasadzie przeciwstawna, a coraz bardziej popularna. Cały nieprzetworzony materiał składamy w warstwach od razu na grządkach. Nie wymaga to noszenia ciężarów taczkami w tą i z powrotem, ale intuicyjnie ma się wątpliwości czy przetworzony kompost naprawdę z tego dorzucania powstanie. Coraz bardziej przekonuję się do tej metody, a jej zalety opisałam poniżej na podstawie zgłębianego nieustająco przeze mnie podręcznika Ogród Gai Toby Hemenwaya.

Ale najpierw trochę o podstawach kompostowania: w uproszczeniu kompost powinien dążyć do zbilansowanej proporcji węgla do azotu, czyli C do N, czyli frakcji ‚brązowej‚ do frakcji ‚zielonej‚. Ta zbilansowana, zdrowa proporcja C:N to około 30:1 dla pryzmy kompostowej i 20:1 dla ściółki.

Czytaj dalej

Gildie roślinne wieloletnie

Moim permakulturowym marzeniem jest stopniowe tworzenie ogrodu leśnego, czyli uprawy dającej sensowne plony, a jednocześnie naśladującej sposób w jaki samodzielnie powstaje las. Czuję, że nie mam jeszcze wystarczającej wiedzy, aby rzucić się na takie wyzwanie po całości, a jednocześnie szkoda mi tracić czasu na rozpatrywanie do bólu założeń teoretycznych.

Wybieram więc pójście małymi krokami, uczenie się w praktyce przez kolejne budowanie podstawowych elementów ogrodu leśnego: wieloletnich gildii roślinnych. Staram się bazować na roślinach przydatnych w praktyce, ciekawych ze względu na cechy indywidualne i współpracę w grupie, no i (co równie ważne!) na roślinach ulubionych z różnych przyczyn przeze mnie. Po analizie literatury i własnych obserwacjach, wybór padł na stworzenie na początek gildii wokół roślin najbardziej potrzebujących lub znajdujących się w miejscach wymagających szybszego zadarnienia.

img_7151

I właśnie te grupy roślin opisałam poniżej. Są to gildie tworzone przeze mnie naokoło:

  • jabłonek odmian tradycyjnych, i
  • orzechów włoskich

Najpierw jednak trochę teorii dotyczącej tworzenia wieloletnich gildii roślinnych. Źródeł wiedzy na ten temat jest wiele, bo jest to jedna z centralnych koncepcji projektowania permakulturowego. Do tego artykułu wybrałam opis podstawowych zasad tworzenia gildii z podręcznika Gaia’s garden (autor: Toby Hemenway), podaje on przydatną klasyfikację typów roślin, które należy zasadzić wspólnie. Korzystałam z wersji angielskiej podręcznika, wersja polska powstaje obecnie pod patronatem permakultura.edu.pl.

Według definicji Hemenwaya „gildia, to grupa roślin i zwierząt harmonijnie wspierająca się poprzez sieć wzajemnych zależności, często zgrupowana wokół jednego gatunku przewodniego, który przynosi szczególne pożytki ludziom tworzącym dany ekosystem. Może być zaczątkiem ogrodu leśnego.”

Rośliny do gildii dobiera się według pełnionych przez nie funkcji w środowisku. Poniżej wymieniłam te podstawowe funkcje razem z przykładami konkretnych roślin (oczywiście to tylko wyrywkowe przykłady). Elementy gildii:

  1. Główny element ‚produkcyjny’ – jabłoń, orzech włoski
  2. Poboczne elementy produkcyjne – porzeczka, agrest
  3. Rośliny miododajne przyciągające ptaki i zapylaczy, zwiększające szansę na zapylenie roślin produkcyjnych – facelia, aksamitka, nagietek
  4. Rośliny wspomagające tworzenie bogatej ściółki dzięki dużej ilości miękkich liści (nawóz zielony) – nasturcja, bób, krwawnik
  5. Rośliny kumulujące składniki odżywcze poprzez wyciąganie ich długimi korzeniami z głębi gleby (tzw. dynamiczne akumulatory) – mniszek, pokrzywa, żywokost
  6. Rośliny wiążące azot z powietrza (pozostawione w ściółce umożliwiają pobieranie azotu niezbędnego do wzrostu roślin uprawnych) – lucerna, koniczyna, łubin
  7. Rośliny odstraszające lub przechwytujące szkodniki – nasturcja, narcyz, chrzan.

A więc tworząc gildię należy pamiętać o stopniowym dodawaniu każdego z powyższych typów roślin. Co ciekawe istnieje wiele ‚super-roślin’, które pełnią kilka z tych ważnych funkcji jednocześnie, chociaż w konwencjonalnej uprawie często traktowane są jak inwazyjne chwasty. Czytaj dalej

Permażniwa 2018

To już październik ? Dożynki już w odległej przeszłości, a ja tu jeszcze ciągle myślami przy żniwach. Trudno, czas leci, a żniwa od strony gospodarki permakulturowej podsumować trzeba, chociażby po to, żeby porównać kiedyś ze sobą kolejne lata upraw.

img_7554

Zaczęłam w zeszłym roku od wpisu PermaŻniwa, tegoroczne spostrzeżenia przedstawiam poniżej. Na początek skrót najważniejszych obserwacji:

  • Jednym z głównych celów praktycznych wprowadzenia ściółkowania było dla mnie ograniczenie regularnego podlewania. Z tej perspektywy mogę powiedzieć że susza w tym roku może trochę była, ale roślinom uprawianym w ściółce właściwie nie dała się we znaki.
  • Plony wyszły bogate w porównaniu do zeszłego roku. Byłoby miło, gdyby panował w nich większy porządek i przewidywalność, no ale najwyraźniej wiele się jeszcze w tej dziedzinie muszę nauczyć.
  • Zdecydowanie zaskoczyły mnie różne gwałtowne plagi szkodników, których tu wcześniej nie było – przede wszystkim stonka i żarłoczne ślimaki. Albo przyciąga je niezbilansowana jeszcze uprawa ściółkowa bez chemii, albo ‚taki rok’. Duże pole do nauki ekologicznych metod ochrony roślin.

Tyle w telegraficznym skrócie. A teraz dłuższa wersja dla zainteresowanych (i dla mnie na pamiątkę).

Susza i gospodarowanie wodą

Ze względu na stale zwiększający się areał nie do końca panuję (chociaż bym chciała) nad losem pojedynczych roślinek. Podlewanie deszczówką było z konieczności trochę bardziej losowe niż w zeszłym roku: czasem kilka razy w tygodniu, czasem raz na dwa tygodnie, bez szczególnej konsekwencji. Staraliśmy się przynajmniej nie zapominać o podlewaniu sadzonek, ale w sumie też nie miały lekko. I mogę potwierdzić, że rośliny grubo ściółkowane są zdecydowanie bardziej odporne na suszę, poradziły sobie w takich warunkach bez problemu. Pojedyncze krzewy owocowe i zadarnione brzegi trawnika nie są jeszcze grubo ściółkowane, stąd widzę jaka jest różnica: w trakcie bardziej suchych tygodni, liście miały ewidentnie bardziej zwinięte a nawet pożółkłe.

Czytaj dalej

Grządka permakulturowa – jak NIE plewić

Pielenie grządek. Czy jest ktokolwiek kto powie: Tak, kocham być ogrodnikiem / ogrodniczką, mogę sobie nareszcie siąść/stanąć/klęknąć i godzinami plewić grządki! Te wspomnienia z dzieciństwa, kiedy się pomagało na upale pielić przydomowy ogródek lub działkę znajomych – no nie, nigdy więcej. Nie ma tu mowy o medytacyjnych uniesieniach czy też zachwytach nad sprawnie wykonaną pracą. Aspekt towarzyski w niewielkim tylko stopniu rekompensuje tą niekończącą się mękę.

Myślę, że wiele osób planujących grządki permakulturowe po cichu liczy na to, że będzie różnie, ale przynajmniej plewienia będzie mniej. I nie bójmy się tego powiedzieć jasno: coś w tym jest! Nie wiem na ile dotyczy to wszystkich stosowanych metod, ale przy moich młodych jeszcze grządkach jest na razie nadspodziewanie miło. Uprawa pod ściółką powoduje, że rośliny są dość luźno zakorzenione, chwastów nie rośnie dużo, a wyciąganie ich trwa krótko i jest po prostu łatwe.

Osobiście mam tą dodatkową przypadłość ‚babki zielarki’, że chwasty budzą moją naturalną ciekawość, więc części po prostu nie wyrywam. Nie cierpię tylko wszechobecnej trawy turzyco-podobnej z bardzo długimi, opornymi korzeniami. Jeżeli o nią chodzi, to walka jest bezwzględna. Ale na przykład skrzyp traktuję przychylnie. Zakładam, że jeżeli pojawił się na jakiejś grządce, to po to, żeby pomóc roślinom swoim wzmacniającym działaniem. Daję też żyć czerwonej koniczynie, naczytałam się o jej zdrowotnych właściwościach, może z wysoko wybujałych na grządkach okazów zrobię jakieś herbatki na wyrównanie hormonów.

img_6628.jpg

Poniżej trochę moich doświadczeń z pieleniem grządek permakulturowych w podziale na rodzaje ściółki i mikroklimat miejsca, bo są pewne zauważalne różnice. Może komuś wciągającemu się w permakulturę przyda się opis tych doświadczeń na przykład przy wyborze rodzaju ściółki. Czytaj dalej