O relacjach

Nadciąga nowy rok 2022. Nie wiem na ile macie w sobie wiarę w noworoczne planowanie i postanowienia w nieubłaganie zmiennych i niepewnych czasach. Ja owszem planuję, ale niekoniecznie gigantyczne inwestycje, a postanowienia ograniczam do dbania o codzienne zdrowie i dobrostan. Może to dobry moment, żeby skorzystać z jednej z ważnych zasad permakultury – Think small: Stosuj małe, powolne rozwiązania. Korzystaj z małych, intensywnych projektów budowli, upraw, społeczności. Ekspansji dokonuj rozważnie.

Dzięki temu podejściu popełniane w trakcie noworocznych projektów błędy (a nie ma nic złego w uczeniu się na błędach!) nie będą nas nieustająco podtapiały. Dzięki temu dostrzeżemy może, że noworoczne plany i projekty to nie muszą być tylko wysokodochodowe biznesy, kredyty, dalekie podróże, emigracje, skoszenie hektarów drzew pod nową uprawę, panele foto w całym mieście lub też rozpoczęcie indywidualnych przygotowań do maratonu.

To może być też rozejrzenie się naokoło i zastanowienie się co tak naprawdę w nowych czasach jest ważne. W co warto ‚inwestować’. I tu wracam do zasad permakultury, bo to co ważne coraz częściej dociera do mnie po stworzeniu mojego projektu certyfikacyjnego w ramach Permaculture Design Course. Kurs właśnie skończyłam, stąd to dyskretne dotknięcie tematu. Co jest sensem projektu permakulturowego? Relacje.

Prawda jest taka, że nie jestem mistrzynią relacji, raczej mistrzynią siedzenia przy komputerku. Tym bardziej uważam, że w świecie pandemicznego odosobnienia powinniśmy coraz uważniej i z większym zaangażowaniem dbać o relacje. W permakulturze są rozumiane oczywiście szerzej. Nie chodzi tylko o relacje międzyludzkie. Chodzi o stworzenie bogatego, spójnego, samoregulującego się ekosystemu – czy to w ogrodzie, czy to w szkole i w biurze. I jeżeli na relacje popatrzymy z perspektywy przyrodniczego ekosystemu, wtedy wiele możemy się nauczyć o tym jak tą koncepcję wykorzystać dla dobra siebie i swojej społeczności. Tej małej domowej, a nawet tej szerokiej on-lajnowej.

Poczytajcie dziś trochę o tym dlaczego sensem permakultury jest budowanie relacji.

Czytaj dalej

Woda nasz powszednia

Jesień to świetny czas na analizę co możemy dokładnie zrobić dla ochrony naszych zasobów. Jak mówi jedna z zasad permakultury ważnych szczególnie jesienią: chroń zasoby, dbaj o energię. Zatrzymuj i przechowuj energię, kiedy jest jej dużo. Korzystaj z niej, kiedy naokoło braki. To właśnie teraz jest ten moment, kiedy w rzeczywistości gospodarstw i ogrodów widać szczególnie dobrze jak ważne jest gromadzenie zapasów na zimę (tu przodują wiewiórki i myszy bezczelnie żerujące w naszych ogrodowych ostępach). Dla nas te zapasy to nie tylko orzechy i przetwory, ale też ogrzewanie, woda, wszystko co da nam zimą zdrowie, komfort i energię.

Co to dokładnie znaczy chroń zasoby i dbaj o energię w ogrodzie permakulturowym? To nie koniecznie pobieranie jej z otoczenia ile się tylko da. To raczej tworzenie sensownego obiegu energii, spowalnianie obiegu energii i sprawianie, żeby nie stawała się zbyt szybko niepotrzebnym odrzutem. To właśnie w spokojnym i zrównoważonym obiegu energii tkwi istota korzystania ze źródeł energii odnawialnej.

Opowiem jak to u nas wygląda przykładzie obiegu wody. Bo nieprzewidywalność zaopatrzenia w wodę w naszych okolicach powoli staje się regułą. I warto się dzielić wiedzą o korzystaniu z wody i w formie instalacji i w formie codziennych praktyk. My w gospodarstwie korzystamy z wody z wodociągów (nie mamy studni), ale też równie znaczące ilości wody spadają z nieba na nasze dachy i grządki. Staramy się coraz lepiej wykorzystywać oba te źródła.

Woda bieżąca z kranów

Na razie jest to zasób dość przewidywalny, chociaż był już jeden sezon dwie wiosny temu, kiedy były radykalne ograniczenia korzystania z wody bieżącej do podlewania ogrodu (susza gigant). Podstawą sensownego korzystania z wody bieżącej jest oczyszczanie jej po użyciu, korzystanie z tak oczyszczonej wody na miejscu, ale też wielokrotne użycie wody w celach gospodarczych. A wszystko po to, aby czysta woda nie spływała zbyt szybko do mórz i oceanów, ale przyczyniała się do wzbogacenia naszego ekosystemu. No i zmniejszenia wyrzutów sumienia, że tracimy ten ważny energetycznie zasób.

Czytaj dalej

Permażniwa 2021

Jak co roku, zapraszam was tutaj na blogu do podsumowania kolejnego sezonu upraw w naszym gospodarstwie. Czy to już permakultura? Ciągle jeszcze wiele relacji permakulturowych można by wprowadzić pomiędzy różnymi elementami naszego gospodarstwa i naszych upraw, ale nie do końca na tym się koncentrujemy. Bardziej skupiamy się na stworzeniu modelu naturalnej uprawy, który najlepiej sprawdzi się w tutejszej lokalizacji, sprawdzi się na niewielkim w sumie terenie, który uprawiamy, no i sprawdzi się dla naszej dwuosobowej grupy z różnymi umiejętnościami i mocami. Staramy się pamiętać o szczegółowych zasadach permakultury i coraz lepiej idzie nam ich wdrażanie. Natomiast jeżeli chodzi o technikę, wypracowujemy wiele własnych rozwiązań pamiętając o najważniejszym dla mnie aspekcie: nie stosowania sztucznych nawozów i pestycydów.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, mocy przerobowych wystarczyło nam w tym roku na naprawdę duży obszar uprawy, no i teraz borykamy się z uczuciem nadmiaru. Wiem, permakultura to sprawiedliwy podział nadmiaru. Nie chcemy, aby nasz plon dyskretnie zamienił się w odpady z powodu braku sił na przetwarzanie. Dlatego ambitnie podeszliśmy do nauki tworzenia przetworów i nauki przechowywania plonów w tym roku. No i do odsprzedaży naszych przetworów wśród przyjaciół i internetowych znajomych, i na targach i wakacyjnych piknikach.

Może trochę za ambitnie staraliśmy się wykorzystać sezon dożynkowy na wszystkie opisane powyżej prace, bo ja się w końcu w październiku przeziębiłam. Ale każda nowa umiejętność wymaga wprawy. Nauka podziału pracy i zwracania uwagi na swoje możliwości fizyczne okazała się ważnym aspektem życia gospodarstwa. Dla mnie równie ważna jak nauka nowych umiejętności jest nauka odpoczywania i selekcji tego, co ‚muszę’ zrobić. Nie od razu przecież wszystko musi iść idealnie. Naprawdę musi iść idealnie? No pewnie, że nie. Najważniejsze czego się trzymamy to: bioróżnorodność, i osiąganie sensownych plonów. No i obserwowanie co chce u nas rosnąć i w której części sezonu.

Tyle wspomnień ogólnych. A w szczególe? Opiszę dla was trochę wniosków z tegorocznej uprawy – jak co roku w podziale na lokalizacje. Ze względu na podługowatość naszej działki, mamy tu zdecydowanie różne mikroklimaty dla różnych upraw. A więc podsumowanie geograficzne wydaje się najbardziej trafione.

Czytaj dalej

Zasady permakultury – przyroda jest nauczycielem

[Więcej o tym jak zacząć tworzyć obfity ogród metodami naturalnymi opowiadam w trakcie Webinaru: ‚Twój ogród. Kraina obfitości’. Zapraszam do obejrzenia!]

Sierpień to dla mnie miesiąc obfitości. Wszystko dojrzewa, owocuje, ogród z satysfakcją pokazuje się od najlepszej strony. Oczywiście nie wszystko idzie zgodnie z oczekiwaniami, na przykład w tym roku obumierają grusze, tak po prostu, może zmieniający się klimat źle na nie wpływa. Ale za to wspaniale owocują jabłonie, aronie, porzeczki, brzoskwinie. Może dlatego, że lubią naszą ściółkę i dobre traktowanie. Zakładam więc, że do strat trzeba się przyzwyczaić, i cieszyć bogactwem, które się dostaje. Kilka lat temu całkowicie obumarła jedna z wiśni, a już rok później odbiły nowe zdrowe gałęzie i w tym roku pierwszy raz szaleńczo owocowała.

Takie wydarzenia sprawiają, że zaczynam lepiej rozumieć sens jednej z zasady permakultury: ‚Traktuj przyrodę jako swojego nauczyciela’ (Nature is a teacher). Niby oczywiste, ale tak bardzo mamy zauczone różne zachowania i przekonania, że prowadząc bioróżnorodny ogród z wieloma różnymi rodzajami upraw muszę uczyć się tego podejścia od nowa. A więc dzisiaj trochę przykładów i obserwacji na temat: jak słuchać przyrody i korzystać z tego co mówi. To będą moje osobiste spostrzeżenia. Założę się, że w waszym ogrodzie przyroda mówi innym językiem i być może podrzuca Wam inne tematy do przerobienia. W permakulturze w różnorodności siła, a więc zaczynam od siebie i przyrody, którą widzę naokoło. Ciekawa jestem waszych doświadczeń z tym, co Was otacza.

Nauka od nauczyciela-przyrody jest łatwa i trudna jednocześnie. Jak w każdej nauce trzeba zaufać nauczycielowi. Jest łatwo, bo jeżeli z roku na rok obserwujemy swoje otoczenie, przekonujemy się, że warto działać w zgodzie z przyrodą. Jest trudno, bo nasza wcześniejsza wiedza i osoby z naszego otoczenia zaskakująco często negują to co widzimy. Po prostu świat i przyroda zmienia się w tej chwili bardzo szybko. Być może szybciej niż ta nowa wiedza do nas dociera. A przecież przyroda to nie tylko kraina łagodności, wytchnienie, które tak uwielbiamy. Przyroda to też święte oburzenie, kataklizmy, które mają nam coś ważnego powiedzieć, a raczej wylać kubeł zimnej wody na głowę. Przyroda to nauczyciel bioróżnorodny.

Brak – nadmiar – obfitość

W przyrodzie nigdy nie ma braku albo nadmiaru. Jest wszystkiego dokładnie tyle ile potrzeba. Ta myśl jest dla mnie historycznie i na wielu płaszczyznach zupełnie obca. Brak czasu, odpowiednich uczuć, odpowiednich osób, zrównoważonej pracy, spokojnego odpoczynku w moim życiu był często dojmujący. I zauważyłam, że od kiedy mam już ten super ogród, to przenoszę to uczucie braku do ogrodu. Na przykład martwię się, czy na pewno będzie wystarczająco dużo cukini, żeby zrobić przetwory (bo przecież mogłam beznadziejnie zaplanować ilość do potrzeb). Potem nagle tych cukini, czy innych jabłek robi się o wiele za dużo. I wtedy z kolei dostrzegam nadmiar, za dużo pracy na raz, problem nie do ogarnięcia. A jak popatrzę obok i zauważę, że już za parę tygodni dojrzeje aronia, tony aronii, to już zupełnie ogarnia mnie panika nadmiaru. Bo przecież w zeszłych latach cukini było za mało, albo w zeszłych latach nie dawałam rady przetworzyć całej aronii.

Czytaj dalej

Życiodajny żywopłot

Żywopłot – ozdobny element ogrodu, pas krzewów oddzielających miejskie osiedla, nadrzeczne krzakowisko. Niby to oczywiste, że żywopłoty są, były i będą, ale często traktujemy je tylko jako kolorystyczny ornament lub osłonę przed sąsiadem. A przecież żywopłot to życie – tyle życia! Według nauczycieli permakultury to jeden z istotnych elementów ekosystemu, który pomaga tworzyć dla nas stabilne i bioróżnorodne środowisko. Przy tym może dawać znaczący plon przy stosunkowo niewielkim wysiłku. A więc dzisiaj przez chwilę rozejrzyjmy się po okolicznych żywopłotach, bo możemy w nie tchnąć nową energię dając przy okazji sobie więcej mocy.

Piękna jest koncepcja tworzenia ogrodu leśnego zakorzeniona w permakulturze, czyli tworzenia ogrodu, sadu, lasu w taki sposób, aby dawał nam plon, a jednocześnie stanowił samodzielny wielopiętrowy ekosystem z drzewami i krzewami owocowymi, i jednocześnie z kwiatami, ziołami, jednorocznymi warzywami. Fajnie jest tworzyć swój nawet mały zestaw grządek w ogrodzie tak, aby przypominał tą koncepcję. Ale nie zawsze mamy warunki na odtwarzanie u siebie w okolicy wielopiętrowej bogatej dżungli.

Dżungla w pionie, czyli fasola piękny Jaś. Świetna baza na prowizoryczny żywopłot.

Nic to, nie ograniczajmy się. Nie ma miejsca na las? A od czego koncepcja żywopłotu (hedgerow)? Kto powiedział, że żywopłot to ma być jeden elegancki krzaczek powielony w kilkuset sztukach wzdłuż granicy naszej działki? Kto powiedział, że to muszą być kilkumetrowe równo przycięte iglaki? Żeby Wam uświadomić piękno i prostotę koncepcji życiodajnego żywopłotu w permakulturze powiem dziś więcej o bogactwie funkcji, które może spełniać na różnych terenach. I pokażę przykłady tej koncepcji na naszej działce. Bo nasza półhektarowa świętokrzyska działka cała właściwie jest bardziej żywopłotem niż leśnym ogrodem – jest bardzo długa, ale za to ma w porywach 20 metrów szerokości.

Czytaj dalej

Permawiosna 2021

To już czerwiec? Tak! Kolejna wiosna w Kompostelli dobiega końca, a mnie się ciągle wydaje, że tyle jeszcze jest do zrobienia, zasiania, zasadzenia. Przystańmy więc na chwilę w tym pędzie po lepiej, szybciej, więcej i zobaczmy co już udało się osiągnąć tej wiosny. Jak co roku podsumowuję tu na blogu to, co udało nam się zasadzić, wprowadzić, zmienić w naszej niewielkiej uprawie permakulturowej. Czas na kolejny wpis pod hasłem Permawiosna. Na poprzedni zapraszam tu: Permawiosna 2020.

Pamiętacie wiosnę 2020? Pandemia, susza, niepewność, przytłoczenie rzeczywistością. U nas dodatkowo to była przeprowadzka z miasta na wieś i rozpoczęcie nowej pracy, na swoim. Z perspektywy dziwię się, że to wszystko tak w miarę łagodnie poszło. Ale wyboje oczywiście były. W tym roku prace nad rozwojem naszego gospodarstwa odbieram już nie jak odgarnianie gruzu i walkę z niewidocznym przeciwnikiem, a raczej delikatne sprzątanie przestrzeni z mniejszych przeszkadzających kawałków gruzu. Mam nadzieję, że za rok to już będzie tylko taki miękki mandalowy piaseczek, a nie gruz.

Agrest i łubin

Co nowego tej wiosny?

Przede wszystkim bardziej ułożona uprawa. A dlaczego? Zaznacza się wpływ doświadczonego ogrodnika, czyli mojego partnera. A ten element kreatywnego chaosu? to nieustająco ja. I tu muszę wspomnieć coś, co jest równie ważne jak sama uprawa: permakultura społeczna. Od kiedy prowadzimy gospodarstwo we dwójkę widzę jak niesamowicie jest ważna współpraca lub jej brak, wzajemne zrozumienie lub jego brak. Czytałam o tym jak wiele permakulturowych projektów poległo ze względu na aspekt społeczny, a nie rolny. Pamiętajcie o tym wszyscy, którzy zaczynacie tworzyć swoje idylliczne miejsce na Ziemi. Nie samą ściółką żyje gospodarstwo permakulturowe. Warto rozmawiać, warto korzystać nawzajem ze swojej wiedzy, pewnie warto czasem ustąpić. Ja? Ja przecież idealnie zgodna jestem :).

Mówiąc w skrócie, coraz łatwiej jest nam wspólnie, społecznie, odgarniać gruz, planować, akceptować swoje pomysły nawzajem. No i jaki jest tego efekt tej wiosny? Przede wszystkim więcej ściółki w sadzie (znacznie więcej), odważniejsze plany, nowe rośliny, lepiej przygotowane do sezonu drzewa i krzewy owocowe. Dobrze potraktowani dawcy owoców szaleją. Nigdy nie widziałam w naszym sadzie takiej ilości owoców. Widzę, że okoliczne ptactwo też już zaciera z satysfakcją ręce, a raczej skrzydła. Jeżeli owoce dotrwają do dojrzałości, to czeka nas dużo działań ochronnych przed chmarami żarłoków.

Czytaj dalej

Leniwe Ogrodniczki tkają leśny ekosystem

Sadziłam wczoraj ziemniaki na naszej grządce leśnej. Ziemniaki rosną tam zupełnie nieźle na grubo ściółkowanej grządce mającej dostęp do światła, a nie wymagają wielkiego wsparcia dzięki bażantom i innym ptakom, które do tej pory pomagały rozwiązać problem stonki. W zasadzie zgodnie z zasadami permakultury nie powinno się zbyt głęboko ingerować w tereny naturalne, ale zależy nam, aby ta sosnowa monokultura (raczej nie naturalna) stała się jak najszybciej różnorodnym lasem. Dosadzamy drzewka, zioła, pozwalamy się rozrastać leszczynom i czarnemu bzowi. Czyli realizujemy różne pomysły uprawne wśród coraz wyższych sosen, a ja tak się czuję jakbym przy okazji tkała nowy leśny ekosystem; i od czasu do czasu podziwiała coraz większe buki; no i podbierała trochę ziemniaków i dyń z tamtejszej grządki ściółkowanej.

Nasz leśny ekosystem

Sadziłam tak te ziemniaki, i zastanawiałam się przy okazji co właściwie rozumiem przez leniwe ogrodnictwo, o którym często i z przyjemnością opowiadam. W sensie ‘permakulturowym’, leniwe ogrodnictwo to dla mnie praca w zgodzie z przyrodą; nie pchanie ciężarów pod górkę bez potrzeby; ściółkowanie zamiast orania; korzystanie z zasad naturalnych zamiast nieustającej walki z przyrodą. Na przykład bioróżnorodność stabilizuje ekosystem, duża ilość gatunków sprawia, że ekosystem jest bardziej odporny na atak pasożytów, szkodników. Nie musimy wtedy walczyć z tymi atakami przy pomocy chemii.

Ale starłam się z tematem lenistwa też na płaszczyźnie osobistej. Bo przez leniwe ogrodnictwo rozumiem też nie robienie z ogrodnictwa katorgi. Czy tam pańszczyzny. Przy okazji doszłam do bardziej całościowych wniosków, no i mam mus się podzielić. Bo temat leniwego ogrodnictwa uważam za szczególnie ważny dla nas, kobiet. Bo może nie dotyczy tylko pracy w ogrodzie?

Co to właściwie znaczy ‘jesteś leniwa’? Cały zestaw myśli i emocji od razu się włącza nam ogrodniczkom, prawda?

Czytaj dalej

Roślina ekspansywna – przyjaciel, czy wróg?

Cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Ja wiem, że powstawanie ogrodu permakulturowego wymaga czasu. Wiem, że powinno się zaczynać od małych powolnych rozwiązań i od spokojnego testowania różnych rodzajów gleby i upraw. Ale czasami tak mam ochotę na zmasowany efekt. I zawsze myślałam, że jak zacznę sadzić polecane do uprawy permakulturowej rośliny uważane za ekspansywne – to nastąpi ta inwazja. Będę się cieszyć zagonami pokrzyw, przy sadzeniu w drogę będą mi wchodzić dwumetrowe korzenie żywokostu, a trzymetrowe łodygi topinamburu przesłonią słońce.

I co? Pięknie rozkrzewiają się pojedyncze żywokosty, wiesiołek bezwzględnie kolonizuje z 10 cm rocznie. Topinambur rośnie ładnie, ale tylko tam, gdzie podsypiemy mu super kompostu. Ale żeby to wszystko nazwać inwazją, to nie. Coraz częściej myślę o tej ekspansywności roślin, której tak się wszyscy boimy, i wniosek jest jeden: ekspansywność to rzecz względna. Tylko jeden jedyny przypadek dał nam solidnie w kość, ale za to boleśnie nam dał: sumak octowiec, podły zrzut z amerykańskiego ekosystemu. Mieliśmy na terenie zastane trzy egzemplarze. Po ich ścięciu sumak zareagował jak silnie obrażony siedmiogłowy potwór – rozrósł się o wiele metrów na wszystkie strony.

I to właściwie jedyny przykład uciążliwości roślin ekspansywnych na naszym terenie. Wiem, sumak po prostu tak ma, że rośnie na brzegu lasów i najprostsza metoda to zasłonić go lasem. Wybraliśmy mniej permakulturową metodę, czyli konsekwentne (wielokrotne!) wyrywanie odrostów. Muszę powiedzieć, że innych przykładów przyrodniczej agresji właściwie u nas nie ma. Może nasza piaszczysta i kwaśna gleba nie nadaje się za bardzo do ekspansywności. A może w przypadku większości agresywnie rosnących roślin ta ekspansja rozciąga się na lata.

Wiosenna pokrzywa – do sałatki

Dzisiaj nadszedł więc czas na parę słów o moich doświadczeniach z roślinami ekspansywnymi. I nie będzie o tych, których nie chcę mieć, ale zdecydowanie o tych, które chciałam, bo to wartościowe rośliny permakulturowe, dające cenne plony albo dużo wartościowego materiału ściółkowego. I naprawdę w wielu przypadkach długo powstrzymywałam się z sadzeniem tych roślin, bo tyle się nasłuchałam, że mogą przejąć lokalne środowisko niszcząc naszą miejscową roślinność.

Czyli będzie trochę o żywokoście, chrzanie, topinamburze, pokrzywie i innych zielonych zbrodniarzach.

Czytaj dalej

Wiosenny projekt ogrodu – selekcja

Wiosna na razie błotnista, przednówkowa. Ale śnieg już topnieje, pojawiają się pierwsze zielone kiełki. Czas przystąpić bez dalszego opóźniania do projektowania nowego sezonu w ogrodzie. I po raz pierwszy projekt upraw w różnych miejscach naszego ogrodu powstaje w oprogramowaniu. Popisanie się tą informacją jest tylko jednym z moich celów :). Głównie chciałam podkreślić, że widzę z upływem lat, że nasz ogród permakulturowy przechodzi wyboistą drogę od pra-początków, do potrzeby ładu. Czyli: chaos, nauka, częściowe zrozumienie zasad, chaotyczne próby uporządkowania i dość toporne ogarnianie przemian ogrodu w trakcie sezonu. Tak było! Kto nigdy nie walczył z bałaganem w głowie i w polu rozpoczynając uprawę permakulturową niech pierwszy rzuci kamykiem do naszego ogródka.

Właśnie z tej perspektywy cieszę się, że w naszym ogrodowym życiu pojawia się zarys porządku i pierwszy całościowy plan. Wiem, nasza mapka wiele jeszcze pozostawia do życzenia, ale zależy mi, aby tej wiosny, pomimo szalejących na świecie zmian (a może właśnie dlatego) prowadził nas za rękę jakikolwiek PLAN.

Fragment początkującego projektu sadu

Opowiem dziś trochę o założeniach tego planu, bo wiem, że on sam będzie jeszcze podlegał wielu ewolucjom. Nie jestem zwolenniczką kurczowego trzymania się pierwszego podejścia do uprawy. Będziemy modyfikować. A na razie z przyjemnością bazujemy na tym, co udało się wśród zimowej ciszy przygotować, a więc znaczącej rozbudowie ilości grządek w sadzie.

Czytaj dalej

Nasz dom, nasza strefa komfortu

W ogrodzie prawdziwa zima. Napadało śniegu ‚jak za dawnych lat’. Miło pomyśleć, że przez chwilę jest tak normalnie i komfortowo, w zmieniającym się gwałtownie świecie. Dlatego często piszę i mówię na stronie FB Kompostella o tym jak ważna jest teraz nasza strefa komfortu, czucie się dobrze przynajmniej we własnym domu. Mówię wręcz o poszerzaniu swojej strefy komfortu, czyli sprawianiu aby dom, balkon, taras, ogród, garaż, biuro domowe, samochód, wszystko na co mamy wpływ w codziennym życiu zawierało cząstkę nas i dawało nam ukojenie.

Wiem, że zmiana, nowe projekty, odważne wyjście do świata jest możliwe dopiero po wyjściu ze swojej strefy komfortu. Ale rozejrzyjmy się najpierw dookoła. Fajnie jest tą strefę komfortu najpierw mieć. Posiedź chwilę, popatrz na swoje otoczenie i zauważysz ile zmian można szybko wprowadzić, nawet bez przemalowywania całego budynku i wyrywania roślin w ogrodzie, tak, aby poczuć się lepiej. Poczuć się dobrze w swoim własnym świecie.

Nasz świat czeka na uratowanie, pogarszający się klimat i społeczna niepewność na nasze działanie. Świat czeka na to co nowego i dobrego do niego wniesiemy. Ale żeby wnieść swoją moc, musimy ją odczuwać i powinniśmy być jej świadomi. Ogród i dom jako miejsce mocy? Tak, wyobraź sobie przez chwilę, że dom to nie miejsce ucieczki, albo miejsce, z którego nie ma ucieczki, ale miejsce na tyle piękne, że fajnie jest z niego wychodzić do świata. A ja po cichutku poddam Ci parę pomysłów jak zaplanować to swoje miejsce w zgodzie z zasadami permakultury, czyli wprowadzając elementy naturalnej uprawy roślin, bioróżnorodności, ulubionych kolorów. Zima, kiedy mamy święty spokój przysypany śniegiem, to świetny moment na snucie planów i projektowanie swojej przestrzeni. Zapraszam do wspólnego snucia.

Czytaj dalej