Własna droga do projektowania przestrzeni

Kim jesteś?
Kim się stajesz?
Kim będziesz, kiedy twój ogrodowy projekt nabierze ciała?



To jest twój ogród? Tak naprawdę to ty należysz do twojego ogrodu. Jest wyjątkowy. Tak jak ty.
Obfitość i wyjątkowość. Granice twojego bezpieczeństwa. Granice, w których inni czują się bezpieczni i zaopiekowani, w których mogą uczestniczyć w twojej kreacji.

Zrób to leniwie, bardziej emocjonalnie, dziwniej, bardziej po swojemu.
Zamiast ratować cały świat, stwórz swoje miejsce, dobrze (!) ograniczone miejsce. To z tego miejsca będziesz iść dalej ze swoim słowem. I z pierwszym własnym pomidorem.

Uprawa Ziemi wiąże korzenie z niebem, ze Słońcem. Uprawiając ziemię znajdujemy się, tak często jak to tylko jest potrzebne, w jedynym właściwym dla nas miejscu.

Tu i teraz.

Reklama

Biała karta – o projektowaniu zimą

Nadchodzi zima. A zima to boski czas na projektowanie. Szczególnie w tych momentach, kiedy pojawia się śnieżna biel. Wtedy nasze miejsce na Ziemi jest bardziej czytelne, dające pole do wyznaczania nowych kierunków, odkrywania nowych pomysłów, rysowania nowych układów przestrzennych.

Zima ułatwia wyciszenie i skupienie, a jednocześnie ułatwia obserwację otoczenia, bo przecież od tych dwóch końców zawsze warto zacząć projektowanie – to co we mnie, to co naokoło mnie. Co ułatwia obserwację? Na przykład fakt, że wszystkie żywioły wpływające na nasze miejsce są bardziej wyraźne, a wręcz podkręcone. Słońca jest mniej, cienie wyraźniejsze, wicher silniejszy, błotko dotkliwe. Widać lepiej gdzie pada więcej śniegu, gdzie dłużej się utrzymuje. Wyraźnie widać granice grządek, żywopłotów, gajów bez ornamentów bluszczy, chaszczy i listowia.

Zima, czyli powrót do podstaw. Biel, czyli brak koloru, ale też blask i zaufanie do możliwości naszego miejsca. Dzisiaj przejechałam się na nartach biegówkach z dziką radością (bo mało jest tych pełnych śniegu dni, z roku na rok mniej) wzdłuż naszej baaaardzo długiej i wąskiej działki. Niby tyle już o niej wiem, ale zauważyłam, że różnice w sile wiatru w różnych miejscach są znaczące:

Czytaj dalej

Grudzień – ogród ciszy i nieoczekiwanych skarbów

Grudzień wydaje się czasem mało ogrodowym. Czasem spokojnego tworzenia się gleby pod ściółką. Czasem przysypiania w stertach liści i w zacisznych jamach, praktykowanym przez zwierzęta tak, aby stracić jak najmniej energii. Czasem trwania. Czasem powolnego wejścia w siebie, uspokojenia rytmu. To przecież czas oczekiwania na ponowne narodzenie się światła, życia, oczekiwania na Boże Narodzenie.

Dobrze jest się poddać temu stanowi wygodnej hibernacji dając sobie czas na porządkowanie swoich spraw i na ulubione kreatywne prace. Dobrze jest zadbać o wzmocnienie organizmu, o poczucie się dobrze. To dobry czas aby skorzystać z nieoczekiwanych skarbów ogrodu.

Owoce głogu

Bo ogród gotowy do rytmu zimowego ma ciągle wiele do zaoferowania. I nie mówię, żeby się rzucić, zebrać, wykopać, ściąć wszystko, żeby się tylko nie zmarnowało.

Nie, to raczej dobry moment, żeby zauważyć ile bogactwa jest w zimowej przyrodzie, i skorzystać z grudniowego ogrodu naśladując różnych zbieraczy jak na przykład ptaki (które akurat nie zakopują się nigdzie na zimę, tylko częściowo zostają z nami nie odlatując do cieplejszych krain).

Z czego warto skorzystać?

Czytaj dalej

Kiszonki – nauka i tradycja

Witam Cię dzisiaj z naszego gospodarstwa na rozdrożu jesieni i zimy. Raz śnieg, raz błotko, raz zielony trawniczek. Jak dla mnie, pogoda raczej kuchenna. Zapraszam więc dziś do kuchni.

Zdrowe życie ma wiele odcieni, także odcień naukowy. Z zaintrygowaniem stwierdzam, że wiedza internetowa coraz bardziej wzbogaca się o teksty i wykłady lekarzy, naturoterapeutów i naukowców upowszechniające wiedzę o leczeniu probiotykami. Wiedza podawana jest w sposób przystępny i z umysłami otwartymi, nie narzucającymi jedynych słusznych rozwiązań, co tym bardziej mi się podoba.

Wiele terapii antybiotykowych i ogólnie polegających na niszczeniu różnych patogenów w naszym organiźmie powoduje wyjałowienie, no i rozszerzenie objawów zdrowotnej nierównowagi. Natomiast coraz więcej jest terapii różnych schorzeń dzięki probiotykom, czyli preparatom celowanym z konkretnymi szczepami bakterii probiotycznych. Leczą nie niszcząc, a raczej uzupełniając naturalne siły obronne organizmu.

Pozostaje się tylko cieszyć, że jest szansa na rozwój medycyny w przyszłości w tych kierunkach. No a ja się cieszę, że nie czekając na rozwój medycyny i na rozwój różnych chorób możemy zadbać o swoje zdrowie stosując naturalne kuracje nazwijmy je ‚probiotyczne’. 

Stosowanie kiszonek, fermentowanych produktów mlecznych, octów domowych, zakwasów buraczanych i wielu innych tradycyjnych produktów fermentacji daje nam szanse na powrót do wewnętrznej równowagi zanim objawy chorobowe pogorszą się na tyle, że trzeba stosować konkretne syntetyczne leki.

Czytaj dalej

Placemaking – tworzenie przestrzeni

Wracam na bloga w czasie jesiennym, kiedy nie ma już letniego bogactwa liści i można poobserwować, poanalizować swoją przestrzeń. I zastanowić się jak chcę zmieniać tą przestrzeń w przyszłym roku, aby dawała więcej dobra mnie, nam, roślinom, zwierzom okolicznym.

Jesienne projektowanie czas zacząć!

A na razie krótko o tym jak widzę i odczuwam permakulturową koncepcję placemakingu, czyli współtworzenia swojej przestrzeni dla dobra społeczności i ekosystemu jako krótki list do Ciebie (!) czytelniczko i czytelniku:

Masz prawo do swojego miejsca, do swojej ziemi, do wspólnej Ziemi. Nie bój się zmieniać jej tak, aby lepiej służyła i Tobie i ekosystemowi. Nie wstydź się pokazywać innym jak tworzysz swoje miejsce, lepsze miejsce, zostawiasz swój ślad, cieszysz się kolejnym tuptającym po okolicy jeżem, albo zaskoczeniem, że marchewka to w ogóle jakakolwiek urosła.

Masz prawo do tworzenia żywności, do wzbogacania okolicznej gleby, masz prawo do tworzenia piękna naokoło. Jeżeli to piękno nie niszczy i nie truje, to jeże zasadniczo są zgodne.

Jesienią lepiej widać przestrzeń w ogrodzie, lepiej widać zarysy tego, co można ulepszyć, zmienić, zaprojektować po nowemu. Owszem, warto ściółkować, chronić, zbierać ostatnie plony. Ale warto też pochodzić, dotknąć, przemyśleć i sprawić aby w przyszłym roku nasze wspólne i nasze osobiste miejsca miały jeszcze większy sens dla ekosystemu. I żeby były jeszcze wygodniejsze do zimowania dla jeży i nie tylko.

Placemaking to koncepcja permakulturowa, ale w sumie intuicyjna. Koncepcja zagospodarowania wspólnej przestrzeni. Tak aby miasta i wsie nie były tylko kolekcją domów, ale wartością wspólną. Cóż lepszego niż współtworzenie parków i ogródków. Placemaking to też koncepcja zagospodarowania swojej przestrzeni tak, aby dawała coś społeczności, aby była wzorem dla społeczności, była nadzieją dla przyszłości. Cóż lepszego niż dodanie dyni lub krzewu owocowego do naszego ogrodowego świata.

Placemaking to może być przemiana architektury miast, ale to może być też warzywna partyzantka na klombach. To może być zaawansowany projekt ogrodu leśnego pokazującego jak można zamienić działkę w bogaty ekosystem, ale to może być też jedno drzewo, które zasadzisz i będziesz pielęgnować tak, aby zostało w przyszłości dla innych – ludzi i jeży przyszłości.

Przerwa blogowa

Witam Cię na moim blogu. Mam nadzieję, że uda Ci się tutaj zaczerpnąć trochę inspiracji i wiedzy o naturalnym ogrodnictwie i o permakulturze. Od wielu lat opisuję tutaj rozwój naszej uprawy, rozwój ogrodu leśnego, który z roku na rok jest piękniejszy, bardziej produktywny i bioróżnorodny. Tak jak mi się to od początku marzyło.

Jest tu już na blogu naprawdę masa materiałów pomagających rozpocząć uprawę ściółkowaną i w formie małej grządki i dużego ogrodu. Zapraszam Cię serdecznie do czytania. Bardzo dziękuję Ci, że tu wpadasz i korzystasz z mojej wiedzy. To naprawdę wiele dla mnie znaczy i cieszę się, że blog pomógł wielu ogrodnikom i ogrodniczkom uwierzyć w naturalną uprawę. No i po prostu – zacząć!

Na teraz, ogłaszam kilkumiesięczną przerwę w tworzeniu nowych materiałów do czytania. Życie, ogród i firma, którą prowadzimy (usługi ogrodnicze i sprzedaż przetworów) wymagają ode mnie poświęcenia znacząco więcej energii tej wiosny, mam potrzebę działania i rozwoju! A więc ograniczam przejściowo działalność pisarską.

Natomiast nie rezygnuję z uprawy permakulturowej – wręcz przeciwnie (!) zamierzam poświecić więcej czasu na praktykę ogrodniczą i będę o niej pisać na bieżąco na moim profilu FB Kompostella. Bardziej zaawansowane opowieści o permakulturze i uprawie ściółkowej zostawiam na webinary i kursy on-line. Będę je zawsze ogłaszać przez FB Kompostella i przez Newsletter.

Jeżeli tylko masz jakieś pytania ogrodnicze lub permakulturowe, a nie chcesz ich omawiać w większym audytorium – pisz przez formularz kontaktowy, albo na adres malgorzata@kompostella.pl.

Pięknego sezonu ogrodowego Ci życzę!

O relacjach

Nadciąga nowy rok 2022. Nie wiem na ile macie w sobie wiarę w noworoczne planowanie i postanowienia w nieubłaganie zmiennych i niepewnych czasach. Ja owszem planuję, ale niekoniecznie gigantyczne inwestycje, a postanowienia ograniczam do dbania o codzienne zdrowie i dobrostan. Może to dobry moment, żeby skorzystać z jednej z ważnych zasad permakultury – Think small: Stosuj małe, powolne rozwiązania. Korzystaj z małych, intensywnych projektów budowli, upraw, społeczności. Ekspansji dokonuj rozważnie.

Dzięki temu podejściu popełniane w trakcie noworocznych projektów błędy (a nie ma nic złego w uczeniu się na błędach!) nie będą nas nieustająco podtapiały. Dzięki temu dostrzeżemy może, że noworoczne plany i projekty to nie muszą być tylko wysokodochodowe biznesy, kredyty, dalekie podróże, emigracje, skoszenie hektarów drzew pod nową uprawę, panele foto w całym mieście lub też rozpoczęcie indywidualnych przygotowań do maratonu.

To może być też rozejrzenie się naokoło i zastanowienie się co tak naprawdę w nowych czasach jest ważne. W co warto ‚inwestować’. I tu wracam do zasad permakultury, bo to co ważne coraz częściej dociera do mnie po stworzeniu mojego projektu certyfikacyjnego w ramach Permaculture Design Course. Kurs właśnie skończyłam, stąd to dyskretne dotknięcie tematu. Co jest sensem projektu permakulturowego? Relacje.

Prawda jest taka, że nie jestem mistrzynią relacji, raczej mistrzynią siedzenia przy komputerku. Tym bardziej uważam, że w świecie pandemicznego odosobnienia powinniśmy coraz uważniej i z większym zaangażowaniem dbać o relacje. W permakulturze są rozumiane oczywiście szerzej. Nie chodzi tylko o relacje międzyludzkie. Chodzi o stworzenie bogatego, spójnego, samoregulującego się ekosystemu – czy to w ogrodzie, czy to w szkole i w biurze. I jeżeli na relacje popatrzymy z perspektywy przyrodniczego ekosystemu, wtedy wiele możemy się nauczyć o tym jak tą koncepcję wykorzystać dla dobra siebie i swojej społeczności. Tej małej domowej, a nawet tej szerokiej on-lajnowej.

Poczytajcie dziś trochę o tym dlaczego sensem permakultury jest budowanie relacji.

Czytaj dalej

Woda nasz powszednia

Jesień to świetny czas na analizę co możemy dokładnie zrobić dla ochrony naszych zasobów. Jak mówi jedna z zasad permakultury ważnych szczególnie jesienią: chroń zasoby, dbaj o energię. Zatrzymuj i przechowuj energię, kiedy jest jej dużo. Korzystaj z niej, kiedy naokoło braki. To właśnie teraz jest ten moment, kiedy w rzeczywistości gospodarstw i ogrodów widać szczególnie dobrze jak ważne jest gromadzenie zapasów na zimę (tu przodują wiewiórki i myszy bezczelnie żerujące w naszych ogrodowych ostępach). Dla nas te zapasy to nie tylko orzechy i przetwory, ale też ogrzewanie, woda, wszystko co da nam zimą zdrowie, komfort i energię.

Co to dokładnie znaczy chroń zasoby i dbaj o energię w ogrodzie permakulturowym? To nie koniecznie pobieranie jej z otoczenia ile się tylko da. To raczej tworzenie sensownego obiegu energii, spowalnianie obiegu energii i sprawianie, żeby nie stawała się zbyt szybko niepotrzebnym odrzutem. To właśnie w spokojnym i zrównoważonym obiegu energii tkwi istota korzystania ze źródeł energii odnawialnej.

Opowiem jak to u nas wygląda przykładzie obiegu wody. Bo nieprzewidywalność zaopatrzenia w wodę w naszych okolicach powoli staje się regułą. I warto się dzielić wiedzą o korzystaniu z wody i w formie instalacji i w formie codziennych praktyk. My w gospodarstwie korzystamy z wody z wodociągów (nie mamy studni), ale też równie znaczące ilości wody spadają z nieba na nasze dachy i grządki. Staramy się coraz lepiej wykorzystywać oba te źródła.

Woda bieżąca z kranów

Na razie jest to zasób dość przewidywalny, chociaż był już jeden sezon dwie wiosny temu, kiedy były radykalne ograniczenia korzystania z wody bieżącej do podlewania ogrodu (susza gigant). Podstawą sensownego korzystania z wody bieżącej jest oczyszczanie jej po użyciu, korzystanie z tak oczyszczonej wody na miejscu, ale też wielokrotne użycie wody w celach gospodarczych. A wszystko po to, aby czysta woda nie spływała zbyt szybko do mórz i oceanów, ale przyczyniała się do wzbogacenia naszego ekosystemu. No i zmniejszenia wyrzutów sumienia, że tracimy ten ważny energetycznie zasób.

Czytaj dalej

Permażniwa 2021

Jak co roku, zapraszam was tutaj na blogu do podsumowania kolejnego sezonu upraw w naszym gospodarstwie. Czy to już permakultura? Ciągle jeszcze wiele relacji permakulturowych można by wprowadzić pomiędzy różnymi elementami naszego gospodarstwa i naszych upraw, ale nie do końca na tym się koncentrujemy. Bardziej skupiamy się na stworzeniu modelu naturalnej uprawy, który najlepiej sprawdzi się w tutejszej lokalizacji, sprawdzi się na niewielkim w sumie terenie, który uprawiamy, no i sprawdzi się dla naszej dwuosobowej grupy z różnymi umiejętnościami i mocami. Staramy się pamiętać o szczegółowych zasadach permakultury i coraz lepiej idzie nam ich wdrażanie. Natomiast jeżeli chodzi o technikę, wypracowujemy wiele własnych rozwiązań pamiętając o najważniejszym dla mnie aspekcie: nie stosowania sztucznych nawozów i pestycydów.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, mocy przerobowych wystarczyło nam w tym roku na naprawdę duży obszar uprawy, no i teraz borykamy się z uczuciem nadmiaru. Wiem, permakultura to sprawiedliwy podział nadmiaru. Nie chcemy, aby nasz plon dyskretnie zamienił się w odpady z powodu braku sił na przetwarzanie. Dlatego ambitnie podeszliśmy do nauki tworzenia przetworów i nauki przechowywania plonów w tym roku. No i do odsprzedaży naszych przetworów wśród przyjaciół i internetowych znajomych, i na targach i wakacyjnych piknikach.

Może trochę za ambitnie staraliśmy się wykorzystać sezon dożynkowy na wszystkie opisane powyżej prace, bo ja się w końcu w październiku przeziębiłam. Ale każda nowa umiejętność wymaga wprawy. Nauka podziału pracy i zwracania uwagi na swoje możliwości fizyczne okazała się ważnym aspektem życia gospodarstwa. Dla mnie równie ważna jak nauka nowych umiejętności jest nauka odpoczywania i selekcji tego, co ‚muszę’ zrobić. Nie od razu przecież wszystko musi iść idealnie. Naprawdę musi iść idealnie? No pewnie, że nie. Najważniejsze czego się trzymamy to: bioróżnorodność, i osiąganie sensownych plonów. No i obserwowanie co chce u nas rosnąć i w której części sezonu.

Tyle wspomnień ogólnych. A w szczególe? Opiszę dla was trochę wniosków z tegorocznej uprawy – jak co roku w podziale na lokalizacje. Ze względu na podługowatość naszej działki, mamy tu zdecydowanie różne mikroklimaty dla różnych upraw. A więc podsumowanie geograficzne wydaje się najbardziej trafione.

Czytaj dalej

Zasady permakultury – przyroda jest nauczycielem

[Więcej o tym jak zacząć tworzyć obfity ogród metodami naturalnymi opowiadam w trakcie Webinaru: ‚Twój ogród. Kraina obfitości’. Zapraszam do obejrzenia!]

Sierpień to dla mnie miesiąc obfitości. Wszystko dojrzewa, owocuje, ogród z satysfakcją pokazuje się od najlepszej strony. Oczywiście nie wszystko idzie zgodnie z oczekiwaniami, na przykład w tym roku obumierają grusze, tak po prostu, może zmieniający się klimat źle na nie wpływa. Ale za to wspaniale owocują jabłonie, aronie, porzeczki, brzoskwinie. Może dlatego, że lubią naszą ściółkę i dobre traktowanie. Zakładam więc, że do strat trzeba się przyzwyczaić, i cieszyć bogactwem, które się dostaje. Kilka lat temu całkowicie obumarła jedna z wiśni, a już rok później odbiły nowe zdrowe gałęzie i w tym roku pierwszy raz szaleńczo owocowała.

Takie wydarzenia sprawiają, że zaczynam lepiej rozumieć sens jednej z zasady permakultury: ‚Traktuj przyrodę jako swojego nauczyciela’ (Nature is a teacher). Niby oczywiste, ale tak bardzo mamy zauczone różne zachowania i przekonania, że prowadząc bioróżnorodny ogród z wieloma różnymi rodzajami upraw muszę uczyć się tego podejścia od nowa. A więc dzisiaj trochę przykładów i obserwacji na temat: jak słuchać przyrody i korzystać z tego co mówi. To będą moje osobiste spostrzeżenia. Założę się, że w waszym ogrodzie przyroda mówi innym językiem i być może podrzuca Wam inne tematy do przerobienia. W permakulturze w różnorodności siła, a więc zaczynam od siebie i przyrody, którą widzę naokoło. Ciekawa jestem waszych doświadczeń z tym, co Was otacza.

Nauka od nauczyciela-przyrody jest łatwa i trudna jednocześnie. Jak w każdej nauce trzeba zaufać nauczycielowi. Jest łatwo, bo jeżeli z roku na rok obserwujemy swoje otoczenie, przekonujemy się, że warto działać w zgodzie z przyrodą. Jest trudno, bo nasza wcześniejsza wiedza i osoby z naszego otoczenia zaskakująco często negują to co widzimy. Po prostu świat i przyroda zmienia się w tej chwili bardzo szybko. Być może szybciej niż ta nowa wiedza do nas dociera. A przecież przyroda to nie tylko kraina łagodności, wytchnienie, które tak uwielbiamy. Przyroda to też święte oburzenie, kataklizmy, które mają nam coś ważnego powiedzieć, a raczej wylać kubeł zimnej wody na głowę. Przyroda to nauczyciel bioróżnorodny.

Brak – nadmiar – obfitość

W przyrodzie nigdy nie ma braku albo nadmiaru. Jest wszystkiego dokładnie tyle ile potrzeba. Ta myśl jest dla mnie historycznie i na wielu płaszczyznach zupełnie obca. Brak czasu, odpowiednich uczuć, odpowiednich osób, zrównoważonej pracy, spokojnego odpoczynku w moim życiu był często dojmujący. I zauważyłam, że od kiedy mam już ten super ogród, to przenoszę to uczucie braku do ogrodu. Na przykład martwię się, czy na pewno będzie wystarczająco dużo cukini, żeby zrobić przetwory (bo przecież mogłam beznadziejnie zaplanować ilość do potrzeb). Potem nagle tych cukini, czy innych jabłek robi się o wiele za dużo. I wtedy z kolei dostrzegam nadmiar, za dużo pracy na raz, problem nie do ogarnięcia. A jak popatrzę obok i zauważę, że już za parę tygodni dojrzeje aronia, tony aronii, to już zupełnie ogarnia mnie panika nadmiaru. Bo przecież w zeszłych latach cukini było za mało, albo w zeszłych latach nie dawałam rady przetworzyć całej aronii.

Czytaj dalej