Archiwa tagu: przetwory

Cześć aronii

Coraz więcej szacunku nabieram do aronii. Do tej pory traktowałam ją jako ‚darowanego konia’ – dostałam dwa wyrośnięte krzaki w spadku po poprzednich właścicielach i nie zwracałam na nie uwagi. Szczególnie po pierwszych próbach zrobienia dżemu aroniowego jakoś straciłam zapał: był cierpki i przesłodzony jednocześnie, a owoce pozostały twarde pomimo gotowania. Po dwóch kolejnych latach zaczynam dostrzegać jak ważne mogą być aronie w ekosystemie, szczególnie przy coraz gwałtowniej zmieniającej się pogodzie. Krzewy radzą sobie świetnie bez żadnych zabiegów pielęgnacyjnych, są bardzo wytrzymałe. W zeszłym roku, kiedy nic praktycznie nie owocowało (poza borówką amerykańską), to one właśnie dawały żyć zagłodzonym szpakom. Szpaki chyba mieszkają w gałęziach aronii. Często słyszę je wchodząc do ogrodu – chwilowo przede mną uciekają po czym wracają ‚do siebie’.

img_6865

Aronia jest bardzo funkcjonalnym krzewem bazowym do ogrodu z piaszczystą i lekko  kwaśną glebą: rośnie zdrowo, szybko i bez marudzenia, owocuje co rok, daje przyjemny cień, a dzięki silnym i niełamliwym gałęziom świetnie osłania od wiatru, a nawet nadaje się na żywopłot. O zdrowotnych właściwościach owoców aronii rozpisują się wszystkie źródła. Dużo tego jest, a więc w telegraficznym skrócie: opóźnia procesy starzenia się, reguluje gospodarkę tłuszczami w organizmie, chroni przed wolnymi rodnikami, wspomaga koncentrację, wpływa korzystnie na wzrok, odstrasza insekty, wirusy i grzyby, ogranicza szkodliwość promieniowania słonecznego UV.

Tego lata aronia owocuje masowo i jest wyjątkowo smaczna ‚jak na aronię’ (chociaż na surowo to chyba tylko głodne szpaki są w stanie ją przyswoić). A więc warto odżywczą moc aronii zakonserwować ulubioną metodą. Osobiście polecam sok z aronii, ocet i nalewkę. Dżem wymaga dłuższego gotowania, więc zakładam, że jest mniej prozdrowotny. Nalewki i octu jeszcze nie próbowałam, ale sok z aronii w tym roku jest pyszny. Przepis:

Gotujemy 2kg aronii z 3 litrami wody i  40 liśćmi wiśni. Po 20 minutach odcedzamy, do soku dodajemy 1/2 kg cukru (lub więcej zależnie od upodobań), sok z cytryny do smaku i pasteryzujemy w słoikach.

Aronia ma jeszcze inne przydatne cechy: owoce zbiera się łatwo i szybko całymi kiściami, a ponieważ są twarde, można je przechowywać na surowo trochę dłużej niż inne ‚czarne’ owoce. Jak się to wszystko podsumuje to niesamowicie dużo zalet jak na roślinę, która tak po prostu jest. Może podsypię ją w tym roku pierwszy raz zrębkami sosnowymi, bo po takim owocowaniu jest pewnie trochę zmęczona.

Aronio, po prostu bądź.

 

Reklamy

Czas na octy lecznicze

Przednówek. Można go przeczekać martwiąc się, że za rogiem czeka ostatni zimowy wirus lub bakteria, albo zadbać o odporność aplikując sobie szczepionkę naturalną, czyli coś z przetworów fermentowanych takich jak kiszonki, nalewki, czy też octy naturalne. Fermentacja znana w medycynie i kuchni od wieków sprawia, że warzywa, owoce lub zioła zostają zakonserwowane tak, że ich odżywcza i lecznicza moc nie słabnie z czasem.

I tu gładko przechodzimy do pasji mojej codziennej już od roku, czyli do tworzenia octów kulinarnych i leczniczych. Główna inspiracja to Octy Lileusza, o których pisałam już we wpisie o naturalnych probiotykach. Po roku mogę potwierdzić, że moc działania octów leczniczych, które przygotowuję na bazie przepisów Lilii jak najbardziej sprawdza się w praktyce. Warsztaty prowadzone tej zimy przez Octy Lileusza tylko wzmocniły moją motywację.  Przynajmniej w przypadku moim i mojej rodziny wpływ octów domowych na odporność jest zauważalny, a dodatkowo ten smak…

img_5334

Dla porządku trochę informacji ogólnych. Ocet jako probiotyk działa ‚na wszystko’, to znaczy wzmacnia odporność przeciwdziałając przez to chorobom. Zawiera tonę witamin i mikroelementów jak np. potas i sód, magnez, fluor, chlor, żelazo, miedź, fosfor, krzem, witaminę A, witaminy z grupy B, C, E, P i beta-karoten. Jego rolą jest przede wszystkim odbudowa flory bakteryjnej, co wpływa korzystnie na układ trawienny. Ma działanie przeciwzapalne i przeciwgrzybicze. Poprawia stan naczyń krwionośnych, obniża poziom glukozy we krwi. Można by długo wymieniać, ale mówiąc w skrócie: to naprawdę złoto w płynie jest. Należy pić w lemoniadkach, jeść w sałatkach i używać w masowej ilości innych zastosowań, które ja dopiero powoli ogarniam. Ważne, żeby był to ocet domowy. Ocet spirytusowy, to raczej trucizna dla wątroby. Natomiast ocet ‚domowy’ ze sklepu jest najczęściej pasteryzowany, a więc pozbawiony wszystkiego, co wymieniłam powyżej.

Kompendium informacji o zasadach tworzenia octów podane w bardzo przyjaznej formie można znaleźć na stronie Octy Lileusza. Ja skupię się więc na moich własnych doświadczeniach i przetestowanych przepisach. Co ciekawe, nie trzeba zaczynać od podstaw, czyli od octu jabłkowego – ja zaczęłam od letnich truskawek, wanilii i lawendy. Ale od octu jabłkowego zaczynać warto: jest najbardziej przewidywalny, a stanowi dobrą bazę pod różne dodatki i maceraty. Doświadczenie mówi, że najważniejsze jest aby kierować się tym co samemu najbardziej się lubi i potrzebuje w danym momencie – wtedy wyjdzie najlepiej. Własna produkcja octu wymaga wysiłku i dyscypliny, bo każdy ocet ma inne wymagania i powstaje w innym tempie. Ale wielką nagrodą jest jak z tej kolorowej alchemii wyłoni się jakieś cudo smaku.

Trochę o wypróbowanych przeze mnie przepisach:

Ocet bazowy – kroję jabłka ze skórką, zalewam je wodą z cukrem (4-5 łyżek cukru na litr wody), i słój z taką zalewą odstawiam przykryty ręcznikiem papierowym na blat kuchenny. Mieszam dwa razy dziennie. Czytaj dalej

Nie ma maja bez mniszka

Już drugi rok z rzędu przygotowuję syrop/miód z mniszka. Właściwie jest to lekarstwo i autorzy przepisów ostrzegają, żeby jeść nie więcej, niż łyżkę dziennie, ale smaczne toto jest tak, że naprawdę ciężko się ograniczać. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do różnic między mleczem, a mniszkiem, to istnieje tona wyjaśnień w tym temacie na Googlu. Myślę, że w celu majowego zbierania można założyć, że to żółte, które masowo rośnie na łąkach – to przepisowy mniszek.

Sam przepis jest prosty do bólu, i lepiej z nim w ogóle nie kombinować, bo smak ma nie do przebicia. A więc nie należy zwlekać (sezon szybko się skończy), tylko iść w pole przy słonecznej pogodzie tam, gdzie najbardziej żółto i zbierać. Osobiście w tym roku poszłam na szaber na pole sąsiada, bo nie mogłam się doczekać aż bestie zakwitną u mnie w podwórku.

Przepis co roku biorę z bloga Matka tylko jedna, który powołuje się na jeszcze inny przepis, ale w zasadzie przepisy na internecie są porównywalne. Ten konkretny ma tę zaletę, że kilogramy mniszka od razu przełożone są na liczbę kwiatów, co zasadniczo ułatwia życie i ma dodatkowy element magiczny – osoba zbierająca mniszka na łące wygląda jakby non stop wypowiadała zaklęcia w formie kolejnych dziesiątek, setek, uff to już 500, uff to już 600 itd.

Przepis podstawowy: Czytaj dalej

Probiotyki na wszystko

W czasach kiedy probiotyk i suplement kojarzy się ze sterylnymi pastylkami i z tym, że ktoś wie coś lepiej od nas i jeszcze zamęczy nas w tej sprawie reklamami, warto wiedzieć, że dostęp do probiotyków jest tani i powszechny, a ich wykorzystanie znacznie szersze niż medycyna. Po pierwsze zaczynamy od siebie, a potem tą magiczną wiedzę rozciągamy na zwierzęta i rośliny.

Jablka2

Probiotyki, czyli konglomeraty bakterii poprawiające pracę organizmu i wzmacniające odporność na choroby znajdują się przede wszystkim w kiszonkach i innych potrawach podlegających procesowi fermentacji. Można je jeść codziennie i w dowolnych ilościach nie szkodząc sobie ani środowisku. A ich smakowitość i zdrowotność potwierdza nasza wielowiekowa tradycja kulinarna. Główne zalety pokarmów zawierających probiotyki to:
– wspieranie walki organizmu ze stanami zapalnymi
– dostarczanie witamin, absorbowanie minerałów, eliminowanie toksyn
– przeciwdziałanie alergiom, wahaniom hormonalnym i wielu innym schorzeniom cywilizacyjnym
– bardzo niska kaloryczność

Moje ulubione probiotyki to: zakwas buraczany i sałatka z kapusty kiszonej (z koperkiem, świeżym olejem lnianym i czosnkiem). Ale ostatnio dzięki wyjątkowo apetycznemu i pisanemu z pasją blogowi Octy Lileusza odkryłam też octy owocowo-ziołowe. Różnorodność smaków i elementów, które można tu samemu komponować jest zachwycająca. Moje pierwsze podejście, to ocet jabłkowy z dodatkiem kawałków cytryny, imbiru, kopru włoskiego i lawendy.

Raz nabytą wiedzę o probiotykach można (i należy) przełożyć na braci mniejszych i środowisko, w którym żyjemy. Czytaj dalej

Świerkowy przednówek

Kalendarz ogrodnika (ekologicznego) niewiele do mnie mówi pod hasłem ‚styczeń’, rozszerzyłam więc przygotowania do sezonu o przetwory przednówkowe. Okazuje się, że wartościowe pędy można zbierać nawet przed rozpoczęciem sezonu wzrostu – Google skorygował moje przekonanie, że w styczniu to nuda.

Okazało się, że gałęzie świerkowe (a piękne świerki mam na działeczce) są bogatym źródłem witaminy C i w ogóle w różnych ekstraktach działają przeciwwirusowo, przeciwzapalnie i bakteriobójczo. Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Leżące odłogiem gałązki poświąteczne dostarczyły bazy i powstały dwie opcje: syrop świerkowy i maść świerkowa. Czytaj dalej